Steamcream, czyli krem parowy

1/22/2017 Marta Gałuszka 6 Comments

Cóż za ciekawa nazwa dla kremu, prawda? Taki oto krem parowy wpadł w moje ręce po Sephora Open Doors. A ponieważ moja skóra, choć mieszana, jest bardzo wymagająca i potrzebuje naprawdę silnego nawilżenia, tym chętniej zaczęłam go używać. Co o nim myślę po ponad 2 miesiącach używania (na zdjęciu zużycie po 2 miesiącach codziennego używania na noc)?



Kilka słów od producenta:
Produkcja kremów opiera się na wyjątkowym procesie polegającym na zastosowaniu pary wodnej (z ang. "steam"), dzięki któremu powstaje naturalnie skuteczna, lekka w konsystencji emulsja, którą twoja skóra natychmiast przyswaja.
Większość kremów powstaje na bazie złożonych cząsteczek połączonych ze sobą w procesie emulgacji. Problem polega jednak na tym, że cząsteczki te pozostają na powierzchni skóry, nie wnikając w jej głębsze warstwy. Produkty Steamcream są wykonywane ręcznie, przy użyciu wysokiej jakości naturalnych składników połączonych ze sobą strumieniem pary. Ta unikalna metoda nadaje kremowi lekkiej konsystencji, zapewniając długotrwałe nawilżenie twarzy. Struktura produktu sprawia, że staje się on pożywnym smakołykiem zarówno dla ciała, jak i dłoni. Krem produkowany jest ręcznie w Wielkiej Brytanii i Japonii ze świeżych składników o możliwym do śledzenia pochodzeniu. Krem zapewnia niezwykle intensywne nawilżenie, natychmiast wsiąka w głąb skóry i odżywia ją. Dzięki niemu skóra staje się naturalnie piękna.

Z początku bałam się, że krem będzie bardzo tłusty i mnie zapcha (a moja cera ma do tego skłonności), zatem z pewną dozą nieufności zaczęłam jego aplikację na twarz i szyję codziennie wieczorem. Muszę przyznać, że krem pomimo swej dosyć gęstej konsystencji, na skórze zachowuje się zaskakująco "lekko" i ekspresowo wchłania. Może zatem stanowić świetną bazę pod makijaż, choć ja na co dzień stosuję jednak nieco lżejszy krem (z Eisenberg). Moje obawy zostały szybko rozwiane, gdyż krem absolutnie nie ma właściwości zapychających, a wręcz pielęgnujące. Skóra jest ukojona, dogłębnie nawilżona, rano nie czuć na niej tłustego filmu. Myślę, że jest świetnym dodatkiem do pielęgnacji skóry 20-latki, dla 30-latki może nie być wystarczający.



Nie sposób nie wspomnieć również o przepięknym opakowaniu. Moje to akurat różowe cudo ze śnieżynkami (edycja zimowa), ale krem ten kupicie w wielu kolorowych, cieszących oko opakowaniach. Jest aluminiowe, łatwo się zakręca, łatwo jest je też zabrać ze sobą, choć do najmniejszych nie należy. A wydajność? Stosując krem tylko na twarz i dekolt przez 2 miesiące zużyłam około 1/3 opakowania!


Krem można zakupić stacjonarnie w Sephorze w cenie około 60-70 zł za opakowanie 75 ml. Można też go zakupić przez Internet, np. w sklepie Swederm.

Skusiłam? ;-)

6 komentarzy:

  1. słyszałam o tych kremach, ale nie do końca mnie przekonują. Piękne zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też nie przekonywały, ale po spróbowaniu zmieniłam zdanie :)

      Usuń
  2. Zużyłam już 2 opakowania kremu parowego i bardzo mi spasował :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. IMHO, idealny właśnie na okres zimowy :)

      Usuń
  3. A ja nie na temat! Co to za cudowne tło? :o Glitter for life!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)