Lily Lolo - baza pod cienie

12/01/2013 Marta Gałuszka 17 Comments

Cześć :)

Dzisiaj o takim moim małym odkryciu ostatnich tygodni, czyli o bazie pod cienie Lily Lolo. Baz mam pod dostatkiem (co najmniej 2 z Lime Crime, które według mnie były/są niedoścignione), ale skoro już mam w swoim posiadaniu również bazę Lily Lolo, wypadało przeprowadzić kilka eksperymentów również na niej. Jak wypadła? Zapraszam do poczytania :)



Baza zamknięta jest w plastikowym, solidnym opakowaniu z otwieranym wieczkiem, a całość zapakowana jest dodatkowo w tekturowe pudełeczko. Piszę "baza", choć tak naprawdę są to 2 bazy w jednej. Różnią się od siebie kolorem, a dodatkowo konsystencją. Baza po lewej jest bardziej satynowa, błyszcząca, ma chłodny odcień, baza po prawej jest mocno kremowa, o żółtym kolorze (i właśnie tej bazy najczęściej używam). Baza pełni też poniekąd rolę "korekcyjną", żółtą można używać na sińce pod oczami, a cielistą do wyrównania kolorytu powiek. Czyli służy nam nie tylko do przedłużenia trwałości cieni, a de facto jest wielozadaniowa. Wystarczy dosłownie odrobina do pokrycia całych powiek, dlatego jest bardzo wydajna. Baza mocno podbija cienie, jednocześnie nie "wytępia" ich, to znaczy, czasami zdarzy się, że trudno jest rozetrzeć granice cieni nałożonych na bazę pod cienie. Tutaj nie ma to zupełnie miejsca. Na tej bazie cienie (wszystkie, bez wyjątku!) blendują się jak marzenie i to właśnie podbiło moje serce. Dotychczas uwielbiana baza z Lime Crime poszła w odstawkę między innymi dlatego, że wcale nie było tak łatwo blendować granic cieni. Czy przedłuża trwałość cieni? Tak, cienie trzymają się na swoim miejscu dopóki ich nie zmyjemy mleczkiem. Tutaj też na korzyść bazy Lily Lolo przemawia fakt, że wcale nie trzeba trzeć powieki, żeby pozbyć się cieni, jak ma miejsce przy bazie Lime Crime, wszystko schodzi gładko. Na ten moment nie używałam bazy jako korektora pod oczy, ponieważ jestem wierna tylko jednemu korektorowi i tylko jego używam, ale pewnie w ramach eksperymentu sprawdzę, jak sobie radzi również pod oczami (chociaż martwi mnie trochę ta kremowość, ze przez nią będzie wchodzić w mikro zmarszczki i je podkreślać). Może i jej koszt nie jest zbyt niski (niecałe 46 zł za 2g produktu), ale warto. Używałam wielu baz, ale tylko z tą polubiłam się praktycznie od pierwszego użycia do tego stopnia, że nie wyobrażam już sobie wykonania makijażu bez jej użycia. 

Oczywiście do nabycia w sklepie internetowym costasy.pl.



Od lewej: bez bazy, baza cielista, baza żółta.


PS. Co gorsza, rano robiłam swatche na bazie i w tym momencie okazało się, że nie wiem, gdzie ją posiałam. Takie rzeczy przydarzają się tylko mnie :) Mam nadzieję, że znajdzie się prędzej, czy później...

17 komentarze:

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)