Zegarkove love

7/30/2013 Marta Gałuszka 23 Comments

Cześć,

Dzisiaj nie będzie o kosmetykach, nie będzie też makijażu, ale będzie o mojej nowej, wielkiej miłości. Miłości do zegarków Geneva. Długo się opierałam modzie na zegarki, bo mam za chude nadgarstki, bo przecież zegarek mi niepotrzebny no i cóż, w końcu uległam. Pierwszy był mini watch od TikTok, teraz przyszła pora na trio zegarków Geneva od sklepu Pasooje.pl

I teraz już wiem, że to był "błąd", bo choć mam już 3, chcę więcej, o wiele więcej! Nie pomaga mi też fakt, że na fanpage'u Pasooje.pl właścicielka dorzuca co i rusz apetyczne zdjęcia nowych cudeniek, obok których zdecydowanie nie mogę przejść obojętnie. Dobrze, że chociaż zegarki nie kosztują majątku, bo w innym przypadku byłabym już bankrutem... ;) I jeszcze są zniżki! Do jutra obowiązuje zniżka 30% na cały asortyment na hasło LIPIEC, z którego ja ochoczo skorzystałam w piątek, a już dzisiaj cieszę się moimi nowymi "zabawkami"... :) To nie tylko zegarki typu Jelly Watch, bo znajdziemy tutaj również metalowe bransolety wykonane z hypoalergicznego materiału, a także naszyjniki i bransoletki. Co prawda, ja swoją Genevę w złocie i różu muszę zwęzić, ale z tym nie będzie żadnego problemu :) Mi to Pasooje!

Zobaczcie same, czyż nie są piękne?




PS. Wbrew pozorom jak na zegarki "made in China" są porządnie wykonane, za co mają duży plus!
A ja właśnie się czaję na dwa kolejne zegarki, blady róż i fuksję ze zdjęcia poniżej, które zaczerpnęłam z fanpage'a Pasooje.pl (Elizo, mam nadzieję, że się nie gniewasz? :)).



23 komentarze:

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)

Czy wiecie, że...

7/24/2013 Marta Gałuszka 20 Comments

Cześć!

Czy wiecie, że Annabelle Minerals dodało do swojej oferty również pędzle do makijażu? Nie wiecie? No to spieszę Was poinformować, że właśnie tak się stało! W ofercie pojawiło się 11 zupełnie nowych pędzelków z bambusowymi trzonkami i syntetycznym (a jednocześnie niesamowicie miłym w dotyku) włosiem, coby zadowolić nawet najbardziej wybredne kosmetykoholiczki :) Uwaga, kuszę!





Do wyboru mamy pędzle do makijażu oczu, a również do nakładania podkładów i pudrów na twarz. Kosztują od 20-45 zł, więc bardzo znośny przedział cenowy. Powiem szczerze, że najbardziej ucieszyłam się chyba ze "składanego" pędzla flat top w czarnym opakowaniu, bo będzie mi go łatwo zmieścić w torebce, nie poniszczy się, nie poplami mi niczego w niej, sam się nie ubrudzi, a ja będę mogła swobodnie wykorzystywać go do ewentualnych poprawek makijażu w środku dnia. Dodatkowo, nie będzie tracił swojego "fasonu" :) Drugim pędzlem, który zdecydowanie przykuł moją uwagę jest mały "kabuki", czyli taka większa niż standardowo "miotełka" do rozcierania granic cieni. Wśród kolekcji pędzli znajdziemy również te do nakładania cieni (większe i mniejsze), do podkreślania brwi/rysowania kresek wzdłuż górnej linii rzęs, pędzelek wielofunkcyjny, zamykany np. do ust, skośny pędzelek do akcentowania krawędzi oka, a także miotełki i kuleczki do rozcierania cieni. Nie wypowiadam się o jakości, nie wypowiadam się o efektywności, tylko pokazuję i kuszę :)

Wszystkie pędzelki z bliska znajdziecie TUTAJ

Chrzest bojowy tym maleństwom zaplanowałam na niedzielę :>

20 komentarze:

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)

Moje usta lubią Lily Lolo :)

7/22/2013 Marta Gałuszka 19 Comments

Hej :)

Obiecałam dodać posta poświęconego w całości szminkom i błyszczykom od Lily Lolo. Zdecydowanie są warte uwagi. Używam ich codziennie i może w końcu będzie pierwsze denko jeśli chodzi o szminki, chociaż mi... szkoda! :)



 Zarówno szminki, jak i błyszczyki zamknięte są w porządnych i miłych dla oka opakowaniach. Szminki w aluminiowym opakowaniu z patternem LL, natomiast błyszczyki w opakowaniach o elipsowatym kształcie z aplikatorem gąbeczkowym. Dodatkowo błyszczyki zabezpieczone są jeszcze folią ochronną, która daje nam pewność, że kosmetyk jest nowy i nieotwierany.



Przechodząc do sedna. Zacznę może najpierw od szminek. Mam dwa odcienie: Intense Crush oraz Parisian Pink. Pomimo, że szminki należą do jednej "rodziny", to są skrajnie różne od siebie, głównie jeśli chodzi o ich konsystencję. Moim ulubionym kolorem stał się Intense Crush, taki nieco koralowo-nudziakowy odcień, idealny na dzień. Genialna pigmentacja, niesamowita kremowość i łatwość nałożenia na usta. Nie przesadzając, używam tej szminki codziennie i sądzę, że jeszcze długo mi się nie znudzi. Z powodzeniem zastępuje mi koralową szminkę od Mary Kay.


Co się tyczy natomiast odcienia Parisian Pink... Hm, ciężko mi to ubrać w słowa. Ta szminka ma nieco bardziej "świeczkową" konsystencję. Dosyć tępa, ciężko ją nałożyć na usta (na skórę dłoni też, chociażby, żeby sprawdzić jaki ma kolor). Ale jak już uda nam się nałożyć odpowiednią ilość na ustach osiągamy całkiem przyjemny efekt. Daje taki różany odcień, który ładnie podbija jasne usta, robi je bardziej "żywe".


Trwałość obu egzemplarzy na ustach zadowalająca. Wiadomo, że jeśli zaczniemy jeść, zwłaszcza bardziej tłuste rzeczy, to szybko nam się sama "zje". Natomiast zjadają się w miarę równo, chociaż posiadaczki dużych ust (jak ja) zachęcam do kontrolowania stanu ust w lusterku przed wyjściem, albo rozmową z kimś, zwłaszcza jeśli wcześniej jadłyśmy :)

Natomiast co innego jest w przypadku błyszczyków. W tym przypadku nastąpiła istna miłość od pierwszego wejrzenia, a raczej powąchania, a potem użycia. Dlaczego powąchania? Bo pachną absolutnie bosko czekoladą! Mogłabym je wąchać cały dzień i sądzę, że by mi się nie znudziło. Poza tym, dają piękny kolor na ustach, a dodatkowo je nawilżają. W tym przypadku moim ulubieńcem jest odcień English Rose, czyli typowy nudziak, który świetnie komponuje się ze szminką w odcieniu Intense Crush. Według mnie to duet idealny.


Scandalips to natomiast jasny róż, taka landrynka, aczkolwiek daje delikatny odcień na ustach. Absolutnie nie uzyskamy efektu "żarówy". Scandalips daje też większą taflę, ale też dużo mocniej odcina się od naturalnego koloru ust, więc ważne jest, żeby dobrze pomalować usta.


O trwałości w przypadku błyszczyków chyba nie ma sensu pisać, bo chyba każda z nas wie, że błyszczyki do najtrwalszych nie należą, o ile nie są lip tintami, a te nie są. Aczkolwiek odczuwam absolutną przyjemność sięgając co kilka godzin do torebki po jeden z nich, żeby odświeżyć kolor i nawilżenie ust, a przy okazji upoić się zapachem czekolady. Wiem, szalone, ale nic na to nie poradzę...! ;)


19 komentarze:

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)

Cellulit ulotny jak bańka? Wygraj i Ty!

7/16/2013 Marta Gałuszka 27 Comments

Cześć!

Obiecałam Wam kilka dni temu konkurs. Opowiadałam Wam również, że jestem w trakcie kuracji antycellulitowej polegającej na masażu bańkami bezogniowymi z wykorzystaniem olejku antycellulitowego. Ja mam swój zestaw baniek, ale mam też ekstra zestaw wraz z olejkiem, którym chciałabym się podzielić z jedną z Was. Jeśli Waszym problemem, tak jak i moim, jest cellulit, to konkurs dla Was! 


Na czym polega taki masaż?
Smarujemy partie ciała dotknięte cellulitem olejkiem antycellulitowym (tutaj olejek antycellulitowy do masażu od Green Pharmacy), wyciągamy jedną z baniek, przykładamy do skóry, następnie specjalną pompką robimy podciśnienie w bańce, które powoduje zasysanie skóry, a potem to już tylko masujemy! Okrężne ruchy po pośladkach i udach, tam, gdzie mamy problem ze skórką pomarańczową. Zabieg jest bolesny, jeśli wytworzymy duże podciśnienie, może powodować zaczerwienienie skóry, a u wrażliwych osób nawet siniaki, ale jest tego warty. Nie polecam tylko osobom z tendencją do pękających naczynek. 

Jak często się go wykonuje?
Zabiegi powinny być przeprowadzane w odstępie 2 dni. Pełen cykl to 10 zabiegów. Ja jestem trochę mało systematyczna, więc u mnie trwa to nieco dłużej, ale mam zamiar wziąć się w garść i robić masaże systematycznie, w końcu strój kąpielowy czeka :)

Efekty?
Zamierzonym efektem ma być widoczne zmniejszenie objawów cellulitu, czyli napięcie skóry i wygładzenie jej struktury. Mam nadzieję, że uzyskam taki efekt, na razie czuję, jak po każdym zabiegu moja skóra jest gładka i bardzo miła w dotyku, nawilżona - ot, taki miły efekt "uboczny" :-)

Co zrobić, aby wygrać zestaw ze zdjęcia powyżej?
Po prostu w komentarzu pod tym postem odpowiedz na pytanie: Jak można jeszcze w inny sposób walczyć z cellulitem?

W zgłoszeniu nie zapomnijcie podać swojego adresu e-mail, ponieważ w taki sposób będę kontaktować się z osobą, która wygra. 

Regulamin konkursu "Cellulit ulotny jak bańka?":
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga  http://trustmyself-make-up.blogspot.com.
2. Sponsorem nagrody są: Elfa-pharm oraz Med Plus
3. Niniejszy konkurs adresowany jest do czytelników bloga.
4. Uczestnicy mają za zadanie zamieścić w komentarzach pod postem ogłaszającym konkurs komentarz o treści:
Adres e-mail: [e-mail]
Odpowiedź na pytanie konkursowe: [odpowiedź]
5. Zamieszczając komentarz, autor tym samym przyjmuje warunki Regulaminu i wyraża zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z ustawą o Ochronie Danych Osobowych ( Dz.U.Nr.133 pozycja 883).
6. Dzień 16 lipca 2013r. to początek trwania konkursu. Ostateczny termin zamieszczania komentarzy upływa z dniem 31 lipca 2013 r. o 23:59. Komentarze zamieszczone po tym terminie nie będą brane pod uwagę przy wyłanianiu zwycięzcy.
7. Nagrodą w konkursie jest zestaw składający się z opakowania bezogniowych baniek lekarskich Med Plus oraz 1 sztuki olejku antycellulitowego do masażu Green Pharmacy. 
8. Spośród prawidłowo zamieszczonych zgłoszeń zostanie wybrana jedna osoba, która odpowiedziała najbardziej przekonująco na zadanie konkursowe. Ogłoszenie wyników nastąpi po 3 sierpnia 2013r. Nagroda zostanie wysłana pocztą w ciągu 7 dni roboczych od otrzymania danych adresowych od zwycięzcy.
9. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).
10. Niniejszy Regulamin wchodzi w życie z dniem rozpoczęcia konkursu i obowiązuje do czasu jego zakończenia. W sprawach nie określonych w niniejszym Regulaminie zastosowanie mają przepisy Kodeksu Cywilnego oraz inne przepisy powszechnie obowiązujące.

27 komentarze:

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)

Lily Lolo - swatche produktów (podkłady, bronzery, rozświetlacze, róże, cienie)

7/15/2013 Marta Gałuszka 10 Comments

Cześć dziewczęta (i chłopaki) :)

Idąc za ciosem, dzisiejszym postem postanowiłam "pociągnąć" temat Lily Lolo. Na recenzje zdecydowanie trzeba jeszcze poczekać, bo nie wszystkiego zaczęłam już używać, ale chociaż ponęcę Was cudnymi kolorami :-) Mazidła do ust doczekają się osobnego posta, bo zdecydowanie warto :)


Zaczynamy od róży mineralnych. Posiadam odcienie Rosebud, Clementine oraz Oh La La. Rosebud jest chłodnym różem o wykończeniu metalicznym, który traci swoją metaliczność po roztarciu na skórze. Clementine to taka zgaszona pomarańcza, natomiast Oh La La ma bardziej koralowy odcień z domieszką różu.



Pora na podkłady mineralne (choć na zdjęciu jest tylko jeden, jednak China Doll dostałam próbkę), jedwabny puder sypki, bronzer rozświetlający oraz rozświetlacz. Podkłady mineralne mam w odcieniach Warm Peach (więcej beżowo-żółtych tonów) oraz China Doll (do bardzo jasnej karnacji, bardziej ziemisty i z delikatnymi różowymi tonami). Jedwabny puder sypki Flawless Silk to tak naprawdę rozświetlający puder wykańczający, dający subtelny efekt "Photoshopa". Wybierając bronzer w odcieniu Waikiki nie sądziłam, że z niego aż takie "złotko" i trochę się zdziwiłam maziając palcem po skórze - na lato jak znalazł, będę pewnie go używać zamiast różu, jak trochę opalę buźkę. A Stardust to baaaaardzo chłodny rozświetlacz, będzie idealny do podkreślania szczytów kości jarzmowych.




Cienie mineralne. Jakoś niekoniecznie przepadam za taką formą cieni, ale czego się nie robi dla niecodziennych kolorów. Zwłaszcza, że część z nich to duochromy, a takowe najlepiej wyglądają właśnie w formie sypkiej. Wśród mojej kolekcji znajdą się takie odcienie jak: Pixie Sparkle (cudny turkus opalizujący delikatnie na zieleń), Khaki Sparkle (czyli zgniła zieleń), Orchid (perłowa, opalizująca biel), Deep Purple (śliwka, bo nic innego mi na myśl nie przychodzi), Miami Taupe (beż opalizujący na lekko złoty odcień). Makijaż przy wykorzystaniu poniższych cieni znalazł się w poprzedniej notce, a i również na fanpage'u bloga na Facebooku.


No to na razie tyle, szminki i błyszczyki, tak jak już wspominałam, w kolejnym poście! A błyszczyki pachną o TAAAAAAK... :-)

10 komentarze:

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)

Makijaż mineralny z Lily Lolo

7/12/2013 Marta Gałuszka 24 Comments

Cześć :)

Nie byłabym sobą, gdybym od razu nie przetestowała kosmetyków Lily Lolo, a zwłaszcza cieni mineralnych. Długo zastanawiałam się nad tym, jaki makijaż za ich pomocą wykonać, aż wybór padł na dosyć optymistyczny, a jednocześnie wieczorowy makijaż w fiolecie i turkusie opalizującym na zieleń, dopełniony przydymieniem dolnej powieki. 




Cienie nakładałam oczywiście na bazę. Świetnie się ze sobą łączą i łatwo je rozblendować, a turkus ma oszałamiający kolor <3

Do tego makijażu wykorzystałam cienie mineralne Lily Lolo w odcieniach: Pixie Sparkle, Deep Purple, Orchid, a dodatkowo przydymienie za pomocą cienia Blackout z palety Urban Decay Naked 2. Na ustach prześliczna szminka Lily Lolo w odcieniu Intense Crush, a na niej nałożony błyszczyk Lily Lolo w odcieniu English Rose. Za to na policzki nałożyłam róż mineralny Lily Lolo w odcieniu Rosebud, a samą buzię pokryłam Jedwabnym Pudrem Sypkim Lily Lolo Flawless Silk. Wykończeniem makijażu oka była czarna kredka Rimmel oraz maskara do rzęs Astor BIG&Beautifull Doll Eyes.

Póki co na twarz używam BB Creamu od Catrice, ale wkrótce po mojej kuracji złuszczającej przerzucam się już na podkład Lily Lolo i zobaczymy, czy się polubi z moją skórą :)

Miłego weekendu dziewczęta!

24 komentarze:

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)

Czego ostatnio używam?

7/09/2013 Marta Gałuszka 21 Comments

Cześć :)

Dzisiejszy post jest z gatunku tych stricte informacyjnych - czyli trochę zdjęć, garść informacji na temat tego, co ostatnio zagościło w mojej kosmetyczne i czego używam. Jest trochę pielęgnacji, sporo kolorówki i jeszcze więcej akcesoriów. Jest też zupełna nowość pod postacią cuda do zabiegu antycellulitowego. Ciekawe? No to zapraszam do lektury :)


Pięlęgnacyjnie i kolorowo, głównie za sprawą YR - akurat wyrobiłam III poziom na karcie i mogłam trochę zaszaleć - może zaszalałam trochę za bardzo, bo aż tylu nawilżaczy mi nie trzeba :) Z Catrice wzięłam na próbę BB Cream i absolutnie się w nim zakochałam, jest genialny - zdecydowanie doczeka się recenzji na blogu, bo myślę, że może Was zaciekawić. Mój numer jeden na ten moment, jeśli chodzi o podkłady!


Biorę udział w akcji "Cellulit ulotny jak bańka mydlana". Wykonuję co drugi dzień masaż bezogniową bańką lekarską od firmy Medplus na skórze nawilżonej olejkiem antycellulitowym z Green Pharmacy. Po 10 zabiegach ma być widoczna różnica, ja na razie jestem na początku drogi, ale na pewno zamieszczę relację z pełnego cyklu 10 zabiegów przed i po. Może i mój cellulit nie jest wyjątkowo duży, ale wolałabym nie mieć go wcale. W dodatku i dla Was znajdzie się mała niespodzianka, ale o tym powiadomię Was do kilku dni :))


Dużo cudownych "miziaków" od Maestro. Mój pas na pędzle już pęka od ich nadmiaru, ale ja nadal odczuwam niedosyt! Co z tego, że mam ich już prawie 80 sztuk, do 100 trzeba dobić ;) A ponieważ mam tyle świetnych narzędzi do pracy, to wypada się wziąć do roboty i malować, malować i jeszcze raz malować!


"Małe" rozeznanie z marką Lily Lolo, czyli przygody z kosmetykami mineralnymi ciąg dalszy. Kolory absolutnie boskie, a błyszczyki pachną czekoladą, mniam! Mam nadzieję, że moja skóra podziękuje mi za to, że tak o nią dbam :) Swatche odcieni wkrótce!

Jesteście ciekawe czegoś w szczególności?

21 komentarze:

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)

Parrot featured with Ada

7/01/2013 Marta Gałuszka 25 Comments

Cześć! :)

W końcu po przeprowadzce i mam Internet, jeee! Nawet nie wiecie, jakie to cudowne uczucie, mieć w końcu "łączność" ze światem :)))) Z tegoż właśnie powodu pomęczyłam dzisiaj trochę moją współlokatorkę i przeobraziłam ją w papużkę (choć ona twierdzi, że w wiedźmę :D). Dzisiaj przed Wami Ada w iście kolorowym wydaniu. Mam nadzieję, że ciepło ją przyjmiecie, ponieważ pewnie nie jest to ostatni raz kiedy zobaczycie ją na moim blogu :)




Do makijażu użyłam:
Pharmaceris - Delikatny Fluid Intensywnie Kryjący (Sand 02)
Astor - SkinMatch Twist Concealer Pen (001 Ivory)
Astor - Anti Shine Mattitude Shine Control Supermatte Powder (002)
Oriflame - Brow Set
Lime Crime - Candy Eyed Helper
Makeup Geek - Eyeshadows (Gold Digger + Lemon Drop, Nautica, Sensuous, Shimma Shimma)
BH Cosmetics - Party Girl Palette (fuchsia)
Nouveau Lashes - Noir Mascara
BH Cosmetics - 10 Colors Professional Blush Palette
Obsessive Compulsive Cosmetics - Lip Tar (Anime)

Enjoy! :)

25 komentarze:

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)