Podsumowań czas

12/31/2012 Marta Gałuszka 19 Comments

Cześć!

Dzisiaj ostatni dzień 2012 roku, a ja... leżę w łóżku. Niestety, mój Sylwester będzie wyglądał dokładnie w taki sposób. Ospa dokładnie wiedziała, kiedy zaatakować, ale już jest lepiej - mam nadzieję, że do końca tygodnia będzie już tylko przykrym wspomnieniem. Z tego względu makijaże sylwestrowe, które chciałam Wam zaprezentować w ubiegłym tygodniu nie powstały, ale powstaną, jako propozycje na Karnawał. 

Tymczasem wzięło mnie na podsumowanie 2012 roku w obliczu tego, co tutaj się działo. Tutaj, czyli na blogu. To był naprawdę dobry rok, powstało mnóstwo makijaży, które polubiłam w większej i mniejszej mierze. Był to również rok całkiem niezłych sukcesów osobistych.



Sukcesy osobiste:
Wygrana w konkursie na Makeupbee (makijaż japońskiej wojowniczki)
Wygrana w konkursie Maybelline Nielegalne Zakupy i 3000zł do wydania w sklepie Orsay
Finał konkursu Sephora University 2012
Półfinał i finał konkursu Jesienny Look Astor - Ambasadorka Makijażu Astor
Wyróżnienie na makeupbee za jeden z najlepszych makijaży całej twarzy 2012 roku 
Zostałam panią magister :)
Tworzę makijaże i artykuły dla portalu Kobietyka.pl

Powstało około 65 różnych makijaży, z których większość nie nadawała się na wyjście z domu, ale właśnie one sprawiły mi najwięcej frajdy. Moi osobiści faworyci wśród tego, co udało mi się zmalować w tym roku:







Dołożyłybyście tutaj jeszcze jakiś mój makijaż, który Wam się podobał, ale nie zamieściłam go tutaj? :)


Blog udało mi się prowadzić z nawet niezłą systematycznością, która niestety pod koniec roku przeszła w niesystematyczność z powodu pisania pracy magisterskiej. Sam blog przechodził też mnóstwo metamorfoz wyglądu, aż w końcu od dłuższego czasu wygląda tak, jak teraz. W styczniu, w 1 urodziny bloga, świętowało ze mną około 300 osób, Was. Dziś, przed drugimi urodzinami jest Was tutaj już 1061! Aż mi się wierzyć nie chce jak patrzę na tę liczbę. Ostatnio i liczba wyświetleń bloga przekroczyła 300 000! Podobnie ma się sprawa z fanpagem na facebooku - tam jest Was już ponad 1950 i to nie tylko Polek! Wśród moich obserwatorów znajdują się także i mężczyźni, co jest dla mnie trochę dziwne, ale też i miłe... ;) Napisałyście mi tysiące dodających skrzydeł komentarzy, wiele razy "byłyście" ze mną podczas ważnych momentów. Dzięki blogowi poznałam wiele wartościowych osób, zarówno wirtualnie jak i realnie. I choć nie komentuję Waszych blogów zbyt często to wiedzcie, że je odwiedzam, często! :)

Nie chcę się tutaj rozpisywać o moich odkryciach 2012 roku, choć pewnie i taki post pojawi się, ale już w styczniu 2013r.

Tymczasem chciałam Wam życzyć udanej zabawy sylwestrowej, aby Wasze makijaże przyćmiły makijaże innych kobiet na balach/domówkach! Chciałam Wam też życzyć, aby przyszły rok był równie udany, a nawet lepszy od mijającego. Sobie samej chciałabym życzyć przede wszystkim zdrowia i kreatywności, aby mieć pomysły na kolejne makijaże, które mogłabym tutaj zamieszczać. Życzę sobie również, abyście były tu ze mną kolejny rok! :)

Źródło

19 komentarze:

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)

Przypominajka

12/27/2012 Marta Gałuszka 1 Comments

Jeszcze do 31 grudnia macie szansę wziąć udział w rozdaniu z Wholesale-orders! Wygrywa 10 osób, więc szanse są tym większe :) Post konkursowy wraz z regulaminem znajdziecie TUTAJ.


1 komentarze:

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)

Zabłyśnij na Święta!

12/24/2012 Marta Gałuszka 41 Comments

Wczoraj na Facebook'u obiecałam Wam kolejny świąteczno/sylwestrowy makijaż. Tym razem utrzymany w nieco zimnej tonacji srebra, grafitu i śliwki. Z dwiema opcjami wykończenia ust - delikatnej i bardziej glamour, w czerwieni.

Policzki delikatnie wykonturuj bronzerem lub jasnym, różowym różem. Usta pociągnij brzoskwiniową pomadką lub czerwienią - w zależności od tego, czy chcesz wyglądać bardziej "grzecznie", czy też "kobieco" :)



Przejdźmy do rzeczy:

Na całą powiekę górną i nieco pod łuk brwiowy nałóż bazę pod cienie.
W zewnętrznym kąciku przyklej taśmę klejącą i zaznacz go przy pomocy ciemnego, grafitowego cienia.

Możesz już odkleić taśmę klejącą. Na środek ruchomej powieki nałóż srebrzysty cień.

Wewnętrzny kącik rozświetl jasnym srebrem.

Tuż przy ciemnym graficie na górnej powiece rozetrzyj nieco śliwkowego cienia.
Połącz go z grafitem i srebrem.

Rozetrzyj zewnętrzny kącik ku górze używając miękkiego, puchatego pędzelka.

Linię wodną zaznacz czarną kredką.
Tuż pod nią rozetrzyj ten sam śliwkowy cień, który użyłaś na górnej powiece.

Wytuszuj swoje rzęsy i zadbaj o odpowiedni kształt brwi.

Kosmetyki użyte w makijażu:
Annabelle Minerals - Mineral Foundation (Golden Fairest)
KOBO - Modelling Illuminator
Oriflame - Brow Kit
Lime Crime - Eyeshadow Helper
Sleek - Bad Girl Palette (Graphite, Plum, Dark Silver)
Urban Decay - Naked 2 Palette (Verve)
NYX - Jumbo Pencil (Black Bean)
Korres - Abissynia Oil Lenghtening Mascara
BH Cosmetics - 10 Colors Professional Blush Palette
Lime Crime - Opaque Lipstick (Coquette or Retrofuturist)


A korzystając z okazji, chciałam Wam życzyć ciepłych, rodzinnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia i samych pięknych prezentów pod choinką!


41 komentarze:

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)

Lirene City Matt Foundation - recenzja gościnna Klau

12/23/2012 Marta Gałuszka 16 Comments

Cześć!

Blog oddaję dziś w panowanie Klau z bloga Kosmetyczne Remedium. Ma dla Was recenzję gościnną podkładów Lirene City Matt Foundation, które przekazałam jej do testów. Nie przedłużając, zapraszam do czytania :)

Dziś przejmuję stery! Właśnie teraz to ja,  JA, JAAAAA przejmuję władzę nad Waszymi umysłami, kradnę Wasze skupienie i odrobinę czasu, by opowiedzieć Wam kilka słów na temat podkładów matujących Lirene City Matt. Snułam misterny plan, aby dzięki mojemu nieokiełznanemu magnetyzmowi wykraść Was Marcie. W notce miałam umieścić hipnotyzującą ikonkę śpiewającą jak syrena. Jednak przypomniało mi się, że idą Święta i w akcie dobroduszności dam Wam dziś spokój. Świat opanuję innym razem.

Jak już wspominałam dziś opowiem Wam o moich odczuciach związanych z właściwościami podkładów Lirene. Znam je już dość długo. Pamiętne czasy liceum. Wysyp trądzikowy, nadmiernie wydzielane przez skórę sebum - uroki okresu dojrzewania. Właśnie wtedy katowałam podkłady Lirene. Z ciekawości wykradłam Marcie ze zbiorów serię matującą - jestem posiadaczka cery mieszanej, lubiącej świecić się jak bombki na choince.



Zacznijmy jednak od początku, aby przebrnąć przez tę notkę, musicie wiedzieć, co obiecuje nam producent:

Fluidy nowej generacji CITY MATT posiadają wspaniałe właściwości wygładzające i matujące.
Podstawa skuteczności:

- specjalna formuła Nylon 12, sprawia, że skóra jest jedwabista i doskonale matowa
- zastosowany system gąbeczek pochłania nadmiar sebum
- witaminy E i C doskonalą kondycję skóry twarzy i zachowują młody wygląd

Efekt:
- jedwabista i doskonale matowa skóra

INCI:
Aqua, Cyclomethicone, Polymethyl Methacrylate, Glycerin, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Polyglyceryl-4 Isostearate, Nylon-12, Sodium Chloride, Beeswax (Cera Alba), Magnesium Sulfate, Tocopheryl Acetate, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Citric Acid, Ascorbic Acid, Isopropyl Titanium Triisostearate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Parfum, Linalool, Hydroxyisohexyl-3-Cyclohexene, Carboxaldehyde, Alpha Isomethyl Ionone, Limonelle, Benzyl Benzoate, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Butylpenyl Methylpropional, Coumarin, Geraniol, Hydroxycitronellal, Citronellol, Isoeugenol, Eugenol, Cl 77891 (Titanium Dioxide), Cl 77489 (Iron Oxide), Cl 77491 (Iron Oxide), Cl 77492 (Iron Oxide), Cl 77499 (Iron Oxide) 


W opakowaniu znajduje się 30 ml produktu w cenie ok. 19 zł.

Moje zdanie:
Opakowanie: Srebrna plastikowa  buteleczka zaopatrzona w pompkę. Lirene oferuje nam opakowanie typu airless, co sprzyja higienicznemu użyciu.

Zapach: Delikatna przyjemna, lecz dość chemiczna i sztuczna woń.

Podkłady Lirene opanowały większość drogerii, zaczynając od sieciówek kończąc na małych osiedlowych przybytkach drogeryjnych. Zabierając się za tę opinię, zwróciłam uwagę na ich dostępność i ze zdziwieniem stwierdzam, iż podkłady Lirene kupimy wszędzie.

Podkłady Lirene namawiają mnie do złego. Najjaśniejszy kolor oferowany przez tę markę nie współgra z bladością mojej twarzy. Aby dopasować podkład do skóry zawsze musiałam skusić się na odrobinę zła czyli jedną sesję na solarium. Stąd też moje ciche zażalenie do firmy produkującej te podkłady. Większość potencjalnych klientek waszej marki to typowe Słowianki, posiadające bardzo bladą cerę. Dołączenie do asortymentu odcienia przypominającego 150 Revlona było by strzałem w dziesiątkę.



Po wielkich rozważaniach na temat koloru przychodzi pora na rozłożenie na czynniki pierwsze przebiegu stosowania. Nie przeskoczymy faktu, że interesuje nas ten obiecany mat. Zacznę więc od opisu mojej skóry: Przetłuszczam się w strefie T, czoło nos i broda pokrywają się sebum dość szybko. Od podkładu matującego oczekuję powstrzymania moich gruczołów przed oszpecaniem mojego lica. Mam na tej swojej uroczej buzi też dość sporo niedoskonałości: blizn, sporadycznych wyprysków, oj idealnie to tu nie jest. Zależy mi więc na kryciu. 

Lirene oferuje całkiem znośne krycie. Podkład ukrył większość niedoskonałości. Niestety jego dość bogata konsystencja w połączeniu z aplikacją pędzlem potrafi wytworzyć na twarzy dość nieestetyczna maskę. Lepiej sprawdza się przy aplikacji palcami.

Po aplikacji podkładu pudrowałam twarz za pomocą sypkiego pudru z My Secret. I właśnie w tym momencie, gdy wiecie w jaki sposób go stosowałam i czym przygruntowałam, mogę powiedzieć Wam jak to jest z tym matem. Podkład tworzy na twarzy tępy mat, który utrzymuje się na mojej buzi do 4 godzin. Z tego też powodu nie zaliczę jego właściwości matujących  do wyczynu i rekordu wszechświata. Po upływie 4 godzin moja buzia wymagała poprawki. Czyli usunięcia sebum za pomocą bibułek matujących i przypudrowania. Po takim zabiegu miałam twarz z głowy na kolejne 4 godziny.

Podkłady matujące to ulubieńcy kobiet posiadających problematyczną skórę, skłonną do niedoskonałości, wyprysków. Dlatego też używałam go dość długo by przekonać się czy wpływa na stan skóry. I tu niestety pojawiły się schody. Zostałam zakorkowana jak butelka wina. Moja skóra wydała na świat zaskórniki, z którymi właśnie toczę batalię.

Plusy:
- całkiem przyzwoite krycie,
- praktyczne opakowanie,
- dostępność,
- przyzwoita cena.
Minusy:
- krótkotrwały mat, do 4 h,
- trudność z dobraniem koloru,
- dość ciężka konsystencja,
- niestety zapycha.

Niby plusy i minusy się równoważą, jednak wady tego podkładu są zbyt rażące. Od ideału oczekujemy doskonałego matu, lekkiej konsystencji, możliwości dobrania idealnego koloru oraz braku efektów ubocznych. Pogorszenie kondycji skóry to największy minus, którego nie da się przeskoczyć. Wiem, że mimo tych minusów wiele dziewczyn zalicza go do ulubieńców za sprawą krycia i przystępnej ceny. Sama posiadam kilka koleżanek które nie zamienią go na żaden inny. Jednak widzę na ich twarzach nieustępujące zmiany trądzikowe, na które godzą się jedynie w imię oszczędności lub za sprawą przyzwyczajenia.

Mam nadzieję, że jakoś wytrzymałyście moją dzisiejszą obecność na blogu Marty i moja opinia będzie dla was pomocna. Może jeszcze kiedyś zagoszczę tutaj i troszkę Was pomęczę.

Pozdrawiam Klau.


Używałyście kiedyś podkładów Lirene? Ja używałam za czasów licealnych, były pierwszymi podkładami, które w ówczesnym czasie nakładałam na swoją twarz (oczywiście kolor co najmniej o 3 tony za ciemny - wybierałam odcień Toffee) i które wtedy bardzo lubiłam, bo świetnie radziły sobie z moją mieszaną, acz na ten czas w miarę bezproblemową cerą. 

PS. Już dzisiaj zapraszam Was na jutrzejszy makijaż świąteczny, propozycja druga :)



16 komentarze:

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)

Mrs. Potter's Intensywna Odżywka bez spłukiwania (Imbir i D-pantenol)

12/22/2012 Marta Gałuszka 19 Comments

Cześć!

Staram się do Was wrócić, coby było mnie tu trochę więcej. Wena na makijaże jeszcze w pełni nie wróciła, ale postaram się choć trochę więcej pisać, chociażby recenzji. Dlatego dzisiaj taka mini recenzja jednej z nowych odżywek od Mrs. Potter's. Reklamowanych jako odżywki bez spłukiwania. Ja akurat posiadam wersję z imbirem i D-pantenolem, która ma za zadanie wzmacniać i dodawać witalności naszym włosom (dedykowana do włosów osłabionych i wypadających). 


Co o produkcie pisze producent?
Twoje włosy są osłabione i mają tendencję do wypadania? Potrzebują kosmetyku, który osłabi ten proces? Odżywka bez spłukiwania Mrs. Potter's to odpowiedź na Twoje potrzeby.
Działanie: Odżywka do włosów osłabionych i wypadających zawiera ekstrakt z imbiru, który wzmacnia cebulki włosów i przeciwdziała procesom starzenia się skóry głowy oraz D-pantenol wspomagający odbudowę struktury włosów. Składniki pielęgnujące zawarte w odżywce przeciwdziałają elektryzowaniu się włosów, ułatwiają ich rozczesywanie i stylizację. 
Efekt: Włosy są wzmocnione i nabierają zdrowego wyglądu.

INCI:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Behentrimonium Chloride, Isopropyl Myristate, Dimethicone Copolyol, Zingiber Officinale, Propylene Glycol, Potassium Sorbate, Methylparaben, Ethylparaben, Panthenol, Parfum, Isopropyl Alcohol, Magnesium Nitrate, Magnesium Chloride, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Citric Acid, Limonene, Coumarin, Citral

Co o produkcie sądzę ja?
Przede wszystkim, bardzo sceptycznie podchodziłam do tego całego "bez spłukiwania". I miałam rację, bałabym się zostawić odżywkę na włosach bez spłukania jej, mogłaby nieźle obciążyć włosy i sprawić, że nawet po myciu wyglądałyby nieświeżo. Dlatego za każdym razem ją spłukuję i moje włosy wcale na tym nie cierpią, bo odżywka i tak działa, jak powinna. Pachnie dosyć ciekawie, czuć imbir, ale czuć też cytrynę. Konsystencję ma jak typowe odżywki, łatwo ją nałożyć na włosy. Ja osobiście trzymam ją kilka minut na włosach, po czym spłukuję wodą i czuję różnicę. Po umyciu włosów szamponem włosy robią się nieco szorstkie, skołtunione, kiedy zmywam tę odżywkę, włosy są śliskie, miękkie w dotyku, łatwo je rozczesać palcami (a później grzebieniem) i tym samym mniej ich wypada, ponieważ nie muszę ich szarpać. Spłukana nie obciąża włosów, nie sprawia też, że szybciej się przetłuszczają. Są sypkie, zyskują nieco na objętości i są przyjemne w dotyku. Odżywka faktycznie przyczynia się do tego, że włosy się nie elektryzują, za co ma ogromny plus. Zwłaszcza teraz, kiedy ubieramy na siebie grubszą odzież, swetry, przez które włosy lubią się elektryzować. Ogółem jestem zadowolona i myślę, że jak skończy mi się ta odżywka, to kupię inną z tej serii, skoro moje włosy tak bardzo ją polubiły. Niestety nie mogę wypowiedzieć się w kwestii wzmocnienia włosów, gdyż używam jej jeszcze zbyt krótko, ale włosy się zdrowo błyszczą, więc pewnie ma w tym swój jakiś udział. Jednak dla mnie nieporozumieniem jest fakt, że jest to odżywka reklamowana jako bez spłukiwania. No cóż, może ktoś zaryzykuje, ja nie :)

Cena: ok. 8zł/250ml
Moja ocena: 8/10

19 komentarze:

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)

410 Flormar Nail Enamel

12/21/2012 Marta Gałuszka 13 Comments

Cześć!

Mam dla Was dzisiaj recenzję lakieru Flormar w iście jesiennym kolorze - głębokiej śliwki (numer 410). Kolor spodobał mi się od pierwszego wejrzenia, kiedy oglądałam swatche w Internecie i zapragnęłam go mieć. No i mam. Ale co dalej?




Zaczynając od początku - lakier zamknięty jest w buteleczce o pojemności 11ml, która kształtem przypomina mi kałamarz. Zakrętka jest tak wyprofilowana, że naprawdę trudno jest odkręcić lakier (zwłaszcza, jak czasami chcemy zrobić poprawki, a mamy pomalowane świeżo paznokcie). To jak dla mnie jest minus. Pędzelek standardowy, cienki. Sam kolor piękny, głęboki i bardzo klasyczny. Do pełnego krycia potrzeba zdecydowanie 2 warstw (lakier jest bardziej rzadki niż gęsty). Schnie średnio szybko, z przyspieszaczem to i godzinka schodzi do pełnego wyschnięcia (czyli wskazane oglądanie ulubionego serialu lub filmu). Niestety po jednym dniu pojawiają się starte końcówki, które raczej nie "postępują". Na plus można zaliczyć fakt, że lakier nie odpryskuje, tylko trzyma się mocno płytki paznokcia. Po 2-3 dniach pojawiają się na nim rysy, które z racji koloru lakieru, nie są tak mocno widoczne. Ja aktualnie mam go na paznokciach około 5 dni i jutro zamierzam dopiero zmyć, a więc wynik całkiem przyzwoity. Ogółem mogę powiedzieć, że jestem nawet zadowolona. W połączeniu z różem od Wibo tworzy piękny duet, który przykuwa uwagę. A Wam jak się podoba takie połączenie?

Cena: ok. 6,90zł/11ml
Moja ocena: 6/10

13 komentarze:

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)

Choisee

12/20/2012 Marta Gałuszka 20 Comments

Cześć!

Świadoma afery, która się wytworzyła wokół firmy Choisee, sposobu traktowania przez nią swoich klientów i tego, co im wysyłają jako rzekome kosmetyki naturalne postanowiłam przeczekać i nie publikować tego posta wcześniej. Jednak pomińmy zachowanie firmy. Jak większość osób skorzystałam z ich promocji -60% na cały asortyment. Żałuję? Bynajmniej. I pomimo, że jeden produkt dotarł do mnie z doklejoną etykietką dotyczącą stanu ważności i tak zaczęłam używać go na własną odpowiedzialność, a z efektów jestem całkiem zadowolona (przynajmniej na ten moment, po kilku użyciach). Co zamówiłam?


Kosmetyki wyprodukowane zostały w Indiach i choć są reklamowane jako kosmetyki naturalne, z naturalnością mają niewiele wspólnego. Jednak pomimo to, postanowiłam dać im szansę. Zamówiłam sporo, gdyż duża część produktów jest prezentem gwiazdkowym dla mojej mamy. I pomimo, że w kremach gliceryna widnieje aż na drugim miejscu, to wiem, że mojej mamie ten fakt nie zaszkodzi. Sama dla siebie wzięłam szampon (rzekomo po terminie ważności, ale jak dla mnie naprawdę daje radę), odżywkę do włosów oraz cytrynowy olejek do masażu ciała (pięknie pachnie, choć trochę się go wylało w podróży, pomimo zabezpieczenia dodatkowym woreczkiem strunowym). Dla mamy wybrałam krem przeciwzmarszczkowy do twarzy, krem pod oczy z jaśminem, mleczko do demakijażu oraz złotą maseczkę do twarzy. Same produkty zapakowane są w estetyczne butelki (z pompką lub bez, za wyjątkiem kremów), ale etykiety są bardzo kiepskiej jakości (niczym drukowane na zwykłej drukarce atramentowej). Większości jeszcze nie miałam okazji próbować, ale wkrótce zamierzam to zmienić. Spodziewajcie się za jakiś czas recenzji, pochlebnych, bądź nie, w zależności od tego, jak faktycznie produkty będą zachowywać się na mojej skórze/włosach. 





A Wy uważacie, że warto dawać firmom drugą szansę, czy od razu po "krzywej akcji" przekreślacie je i nigdy więcej nie kupujecie ich produktów? 

20 komentarze:

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)