Lirene City Matt Foundation - recenzja gościnna Klau

12/23/2012 Marta Gałuszka 16 Comments

Cześć!

Blog oddaję dziś w panowanie Klau z bloga Kosmetyczne Remedium. Ma dla Was recenzję gościnną podkładów Lirene City Matt Foundation, które przekazałam jej do testów. Nie przedłużając, zapraszam do czytania :)

Dziś przejmuję stery! Właśnie teraz to ja,  JA, JAAAAA przejmuję władzę nad Waszymi umysłami, kradnę Wasze skupienie i odrobinę czasu, by opowiedzieć Wam kilka słów na temat podkładów matujących Lirene City Matt. Snułam misterny plan, aby dzięki mojemu nieokiełznanemu magnetyzmowi wykraść Was Marcie. W notce miałam umieścić hipnotyzującą ikonkę śpiewającą jak syrena. Jednak przypomniało mi się, że idą Święta i w akcie dobroduszności dam Wam dziś spokój. Świat opanuję innym razem.

Jak już wspominałam dziś opowiem Wam o moich odczuciach związanych z właściwościami podkładów Lirene. Znam je już dość długo. Pamiętne czasy liceum. Wysyp trądzikowy, nadmiernie wydzielane przez skórę sebum - uroki okresu dojrzewania. Właśnie wtedy katowałam podkłady Lirene. Z ciekawości wykradłam Marcie ze zbiorów serię matującą - jestem posiadaczka cery mieszanej, lubiącej świecić się jak bombki na choince.



Zacznijmy jednak od początku, aby przebrnąć przez tę notkę, musicie wiedzieć, co obiecuje nam producent:

Fluidy nowej generacji CITY MATT posiadają wspaniałe właściwości wygładzające i matujące.
Podstawa skuteczności:

- specjalna formuła Nylon 12, sprawia, że skóra jest jedwabista i doskonale matowa
- zastosowany system gąbeczek pochłania nadmiar sebum
- witaminy E i C doskonalą kondycję skóry twarzy i zachowują młody wygląd

Efekt:
- jedwabista i doskonale matowa skóra

INCI:
Aqua, Cyclomethicone, Polymethyl Methacrylate, Glycerin, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Polyglyceryl-4 Isostearate, Nylon-12, Sodium Chloride, Beeswax (Cera Alba), Magnesium Sulfate, Tocopheryl Acetate, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Citric Acid, Ascorbic Acid, Isopropyl Titanium Triisostearate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Parfum, Linalool, Hydroxyisohexyl-3-Cyclohexene, Carboxaldehyde, Alpha Isomethyl Ionone, Limonelle, Benzyl Benzoate, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Butylpenyl Methylpropional, Coumarin, Geraniol, Hydroxycitronellal, Citronellol, Isoeugenol, Eugenol, Cl 77891 (Titanium Dioxide), Cl 77489 (Iron Oxide), Cl 77491 (Iron Oxide), Cl 77492 (Iron Oxide), Cl 77499 (Iron Oxide) 


W opakowaniu znajduje się 30 ml produktu w cenie ok. 19 zł.

Moje zdanie:
Opakowanie: Srebrna plastikowa  buteleczka zaopatrzona w pompkę. Lirene oferuje nam opakowanie typu airless, co sprzyja higienicznemu użyciu.

Zapach: Delikatna przyjemna, lecz dość chemiczna i sztuczna woń.

Podkłady Lirene opanowały większość drogerii, zaczynając od sieciówek kończąc na małych osiedlowych przybytkach drogeryjnych. Zabierając się za tę opinię, zwróciłam uwagę na ich dostępność i ze zdziwieniem stwierdzam, iż podkłady Lirene kupimy wszędzie.

Podkłady Lirene namawiają mnie do złego. Najjaśniejszy kolor oferowany przez tę markę nie współgra z bladością mojej twarzy. Aby dopasować podkład do skóry zawsze musiałam skusić się na odrobinę zła czyli jedną sesję na solarium. Stąd też moje ciche zażalenie do firmy produkującej te podkłady. Większość potencjalnych klientek waszej marki to typowe Słowianki, posiadające bardzo bladą cerę. Dołączenie do asortymentu odcienia przypominającego 150 Revlona było by strzałem w dziesiątkę.



Po wielkich rozważaniach na temat koloru przychodzi pora na rozłożenie na czynniki pierwsze przebiegu stosowania. Nie przeskoczymy faktu, że interesuje nas ten obiecany mat. Zacznę więc od opisu mojej skóry: Przetłuszczam się w strefie T, czoło nos i broda pokrywają się sebum dość szybko. Od podkładu matującego oczekuję powstrzymania moich gruczołów przed oszpecaniem mojego lica. Mam na tej swojej uroczej buzi też dość sporo niedoskonałości: blizn, sporadycznych wyprysków, oj idealnie to tu nie jest. Zależy mi więc na kryciu. 

Lirene oferuje całkiem znośne krycie. Podkład ukrył większość niedoskonałości. Niestety jego dość bogata konsystencja w połączeniu z aplikacją pędzlem potrafi wytworzyć na twarzy dość nieestetyczna maskę. Lepiej sprawdza się przy aplikacji palcami.

Po aplikacji podkładu pudrowałam twarz za pomocą sypkiego pudru z My Secret. I właśnie w tym momencie, gdy wiecie w jaki sposób go stosowałam i czym przygruntowałam, mogę powiedzieć Wam jak to jest z tym matem. Podkład tworzy na twarzy tępy mat, który utrzymuje się na mojej buzi do 4 godzin. Z tego też powodu nie zaliczę jego właściwości matujących  do wyczynu i rekordu wszechświata. Po upływie 4 godzin moja buzia wymagała poprawki. Czyli usunięcia sebum za pomocą bibułek matujących i przypudrowania. Po takim zabiegu miałam twarz z głowy na kolejne 4 godziny.

Podkłady matujące to ulubieńcy kobiet posiadających problematyczną skórę, skłonną do niedoskonałości, wyprysków. Dlatego też używałam go dość długo by przekonać się czy wpływa na stan skóry. I tu niestety pojawiły się schody. Zostałam zakorkowana jak butelka wina. Moja skóra wydała na świat zaskórniki, z którymi właśnie toczę batalię.

Plusy:
- całkiem przyzwoite krycie,
- praktyczne opakowanie,
- dostępność,
- przyzwoita cena.
Minusy:
- krótkotrwały mat, do 4 h,
- trudność z dobraniem koloru,
- dość ciężka konsystencja,
- niestety zapycha.

Niby plusy i minusy się równoważą, jednak wady tego podkładu są zbyt rażące. Od ideału oczekujemy doskonałego matu, lekkiej konsystencji, możliwości dobrania idealnego koloru oraz braku efektów ubocznych. Pogorszenie kondycji skóry to największy minus, którego nie da się przeskoczyć. Wiem, że mimo tych minusów wiele dziewczyn zalicza go do ulubieńców za sprawą krycia i przystępnej ceny. Sama posiadam kilka koleżanek które nie zamienią go na żaden inny. Jednak widzę na ich twarzach nieustępujące zmiany trądzikowe, na które godzą się jedynie w imię oszczędności lub za sprawą przyzwyczajenia.

Mam nadzieję, że jakoś wytrzymałyście moją dzisiejszą obecność na blogu Marty i moja opinia będzie dla was pomocna. Może jeszcze kiedyś zagoszczę tutaj i troszkę Was pomęczę.

Pozdrawiam Klau.


Używałyście kiedyś podkładów Lirene? Ja używałam za czasów licealnych, były pierwszymi podkładami, które w ówczesnym czasie nakładałam na swoją twarz (oczywiście kolor co najmniej o 3 tony za ciemny - wybierałam odcień Toffee) i które wtedy bardzo lubiłam, bo świetnie radziły sobie z moją mieszaną, acz na ten czas w miarę bezproblemową cerą. 

PS. Już dzisiaj zapraszam Was na jutrzejszy makijaż świąteczny, propozycja druga :)



16 komentarzy:

  1. Liczyłam, że będzie dłużej matowił .

    OdpowiedzUsuń
  2. używam go na co dzień, czasami mieszam go z bourjois, średnio matuje i krycie też jest nijakie ale lubię go, daje bardzo fajny satynowy efekt :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak dla mnie odcienie są za ciemne :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam kiedyś wersję rozświetlającą i byłam nawet zadowolona.
    Szkoda, tylko że taki mały wybór kolorów :/

    OdpowiedzUsuń
  5. ja uzywałam lirene dawniej tez w wersji matujacej ogolnie dosc dobry podklad srednio kryjacy ale mat faktycznie dosc krotkotrwaly a szkoda. no i malo odcieni niestety.

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja się zastanawiałam, po czym mam te syfy... Nie skojarzyłam faktów;P A z kolorami rzeczywiście skucha...

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie odpowiadał bardzo zarówno wersja matująca jak i rozświetlająca, ale nie potrzebuję takiego zmatowienia jak skóra tłusta, czy mieszana. :)
    Też kojarzy mi się z czasami Liceum :) Pierwsze podkłady, sentyment itd...

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli chodzi o kolorystykę, to zanim się coś skrytykuje, to proponuję zerknąć w necie jak jest naprawdę - kolor 204 NIE jest najjaśniejszy. Sama mam 203 Jasny, który jest idealny dla mojej bladej cery zimą.

    Co do pozostałych kwestii, u mnie też mat nie jest jakoś powalająco trwały, ale nie znalazłam żadnego innego podkładu poza mineralnym, który pozwoliłby mi pominąć poprawki po tych 4-5h, więc akurat dla mnie to nie problem, tylko standard, ale fakt, wolałabym nie musieć o tym pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie napisałam tu że otrzymane kolory od Marty są najjaśniejsze tylko ja miałam już styczność z lirenkami i najjaśniejszy jest dla mnie za ciemny.

      Mnie trwale matuje Revlon color stay
      ty karotka masz ciemniejszą buzię niż ja więc dla mnie ten odcień ssie.
      ja 150 revlona używam i jest idealny

      Usuń
  9. Ja jestem bardzo zadowolona z tego podkładu, mam 204 naturalny.
    Ale jest jeszcze 203 jasny, więc może byłby lepszy dla Ciebie

    OdpowiedzUsuń
  10. Wydaje mi się, że któryś z tych odcieni miałam nawet w ręku, ale nie mogłam przetestować, bo ciemne to jak marchewa :P

    Raczej nie sięgnę po nie, jak zapycha, brrr.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja bardzo lubię ten podkład, na szczęście mnie nie zapycha (ale faktem jest, że nie stosuję go codziennie). Nie jest to jednak mój ideał ze względu na słabą trwałość- z mojej cery szybko się ściera.

    OdpowiedzUsuń
  12. A wiesz , że z Lirene to nie miałam żadnego podkładu hmm.
    Szkoda, że zapycha i ciężko dobrać kolor.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dla nie te podkłady są dużo za ciemnie. Najjaśniejszy jest za ciemny o 4 tony ;P

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj tak, pokładałam w nim nadzieję ale zapycha niemiłosiernie !

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)