Co mnie frustruje w byciu kobietą?

11/28/2012 Marta Gałuszka 54 Comments

O razu uprzedzam - post jest napisany z dużą dozą humoru, więc proszę o traktowanie go z przymrużeniem oka. Jest obfity w tekst, więc jego czytanie polecam tylko zdeterminowanym :) Temat narodził się w mojej głowie przypadkiem i stwierdziłam, że będzie świetnym pretekstem do analizy nie tylko mojej psychiki, ale i psychiki większości kobiet, które pewnie się ze mną w tym aspekcie utożsamiają. A to taki mój upust "frustracji" ;)



Co mnie frustruje w byciu kobietą?

Nie, żebym miała coś przeciwko temu, że jestem kobietą, a nie mężczyzną. Chwalę sobie przynależność do płci pięknej, jednak przez dużą część czasu te podstawowe czynności, których wcale nie muszę wykonywać, a jednak dziwnym trafem odczuwam taką potrzebę by to robić, po prostu mnie frustrują. Jakie czynności mam na myśli? 

Na gładko proszę
Przede wszystkim depilacja - dlaczego ewolucja nie doszła jeszcze do tego etapu, że współczesnym kobietom poza głową, brwiami i rzęsami (a także nosem, ale w tym temacie nie będę się raczej rozwijać) włosy nie są potrzebne?! No dobra, są - bo występują w tych strategicznych miejscach jako ochrona przed czynnikami środowiska zewnętrznego - ale i tak je usuwamy. Nic nie frustruje mnie bardziej jak przymus ich depilacji. Najwygodniej maszynką, tylko znowuż włoski odrastają wręcz w zastraszającym tempie, w dodatku to tak okropnie swędzi! A depilowanie co dzień przyprawia o nieprzyjemne podrażnienie skóry... Wydawałoby się, że depilacja woskiem lub depilatorem będzie lepsza - nic bardziej mylnego! Te wrastające włoski są jeszcze gorsze od swędzenia, a jak nie daj Boże jeszcze zrobi się stan zapalny to... Rzekłoby się: "Idź kobieto na depilację laserową", ano byłam i do tej pory noszę piękną pamiątkę pod postacią blizny (ale nie powiem Wam gdzie), chociaż i tak pewnie wrócę do tych zabiegów, i tak. No i depilacja to taka strata czasu... A cóż, depilować trzeba, bo higieniczniej, bo nie wypada tego nie robić, bo tak trzeba - bo ja tak się lepiej czuję. I zrozum tu kobietę?

Skoro było o depilacji ciała, to tym razem o depilacji brwi. Macie już ten piękny, idealny łuk, chciałybyście mieć go zawsze, a tu te dranie (w sensie włoski spoza tego idealnego łuku) odrastają! I to stanowczo zbyt szybko! A wyrywanie boli, czasami nawet bardzo, jak się jest ślepym i nie widzi, czy chwyta się włosek, czy skórę (a wtedy odczuwamy to mocno) - tutaj też noszę pamiątkę pod postacią blizny - na szczęście jest malutka i hm..., uważam ją za nieco urokliwą. Jednak rytuał "skubania brwi" zdecydowanie nie należy do moich ulubionych, ale skubię, coby znowu nie wyglądać jak Frida Cahlo (choć do niej absolutnie nic nie mam, kobieta miała swój styl ;)). Nie wspominając o depilowaniu wąsika! Tak (tu zwracam się do mężczyzn, jeśli takowi to czytają), kobiety też depilują wąsik! Czy mają jasne włoski, czy ciemne - to coś potrafi zepsuć nawet najpiękniejsze ujęcie (a zdecydowanie zbliżenie) twarzy, w sensie zdjęcie. A tutaj też łatwo o podrażnienia, a o ile nogi można jeszcze ukryć, tak z twarzą jest nieco gorzej... No, a która chce wyglądać jak kobieta z wąsem (ja nie)? No to depiluję... I cierpię po cichu. 

A może trochę nawilżenia?
Wiadomo, że po depilacji skóra to raczej sucha jest, zdecydowanie potrzebuje nawilżenia... I tu pojawia się problem - jako leń patentowy, notorycznie zapominam o tym, żeby smarować swoje ciało balsamem. Przypominam sobie o tym dopiero, jak mnie skóra swędzi i widzę, że robi się "biała" i zaczyna się "sypać" (no cóż, starość nie radość), czyli przesuszona. Wiem, powinnam stosować balsam na co dzień, a chociaż co drugi dzień, ale to silniejsze ode mnie! No jestem leń i już, nie wypieram się tego. A dodatkowo niektóre balsamy tak długo się wchłaniają, albo są kleiste, albo tłuste, znaleźć ideał to trudna sprawa! 

Cholera, znowu nie równo!
Sam fakt robienia makijażu mnie absolutnie nie frustruje, uwielbiam wręcz widzieć tę cudowną przemianę z potwory prawie w księżniczkę ;) To, co mnie frustruje, to to, że moje kreski nigdy nie są symetryczne, a czasami wręcz zdarza się, że w ogóle nie wyglądają, no i tak je mażę, maluję znowu, znowu mażę i tak w kółko. Po kilku próbach wyglądają ewentualnie tak, jak powinny. No, ale tutaj jeszcze czeka mnie potyczka z maskarą - niby rzęsy mam, niby nie są krótkie, a jednak te france nie potrafią wyglądać! No i żaden tusz nie potrafi ich pokazać... Nie wspominając o malowaniu ust - ja wiem, że wiele kobiet mi ich zazdrości, też je lubię, ale ich malowanie to jakaś droga przez mękę. Toż to asymetryczne takie, że przy ciemnych kolorach to i 30 min na malowanie schodzi. No, ale w gwoli powiedzenia - cierp ciało, jak żeś chciało. 

Cykl 28 dniowy
No cóż, jednym z najbardziej frustrujących objawów bycia kobietą jest oczywiście comiesięczna przypadłość. Ja wiem, że to znaczy, że nasz organizm jest zdrowy i w ogóle, ale w te dni w ogóle się "nie czuję". Nie jestem jakoś wybitnie chwiejna emocjonalnie, aczkolwiek samo ganianie do toalety 3x częściej niż normalnie jest wyjątkowo męczące. No cóż, same mnie najlepiej rozumiecie - życzyłabym sobie, aby sam okres trwał maksymalnie 2-3 dni i był tak skąpy jak tylko się da - ale cóż, to raczej pobożne życzenie, bo wszystko zależy od organizmu... Niemniej, to co frustruje najbardziej to pobudzony apetyt tuż przed i to na to, co nam najbardziej szkodzi (w sensie naszej cerze i figurze) - słodkości! A później przymus chodzenia z kolejną czerwoną miną na twarzy, której nie idzie niczym zakamuflować... A podobno wystarczy tylko nie jeść - no cholera, nie da się, nie podczas burzy hormonalnej ;)

Starość, nie radość...
Będąc przy temacie twarzy, to niestety nieustannym problemem dręczącym kobiety od pewnego wieku (umownego rzecz jasna) są zmarszczki... Faceci mi powtarzają (D., tutaj ukłon w Twoją stronę :)), że te mimiczne są dla nich atrakcyjne, ale ja w nich ani grama atrakcyjności nie widzę, a im jestem starsza tym jest ich więcej. Wypadałoby się zabotoksować na amen, chociaż nie tędy droga. No to stosuję różne kremy i udaję, że jest lepiej, choć wcale nie jest. I jak to jest, że jak facet ma zmarszczki to od razu wydaje się atrakcyjniejszy i taki "doświadczony życiem", a ten schemat nie działa w przypadku kobiet?! No w końcu mamy równouprawnienie, prawda? 

Suszarka, lakier do włosów i prostownica?
Pozostańmy jeszcze w sferze urody - włosy! Toż to istna zmora każdej kobiety! Mamy ważne spotkanie, a one jak na złość nie chcą się układać. Albo inaczej, udało nam się je ułożyć w sposób idealny, a tutaj na zewnątrz wilgoć i wyglądamy, jak nastroszona (i zmokła przy okazji) kura. No i w dodatku tak szybko się przetłuszczają... Jak już wcześniej wspominałam - jestem leniem patentowym, więc staram się myć włosy jak najrzadziej, ale oczywiście w granicach rozsądku (i tak, coby nie straszyć innych ludzi). No, ale co tam mycie, jak wybór fryzury jest jednym z najpoważniejszych dylematów, z jakimi boryka się na co dzień kobieta. Mamy długie włosy to narzekamy, że są za długie, zetniemy je na krótko, to po chwili lamentujemy, że "to nie tak miało być!"... 

Przecież to jest takie wzruszające!
Ale bycie kobietą nie jest związane tylko z fizycznością, przecież każda z nas jest inna, inaczej odczuwa. Ale to, co nas łączy to nasza emocjonalność. Nie wiem, jak u Was, ale u mnie to już do przesady - patrząc jeszcze kilka lat wstecz nigdy nie rozpłakałabym się na filmie, choćby nie wiem jak wzruszający by był, a teraz? Ryczę jak bóbr jak widzę jakiś smutny wątek (żeby tylko smutny, na radosnym też potrafię uronić łezkę!)... Ostatnio tak się rozryczałam na filmie Marley i ja, nie mogłam się w ogóle uspokoić, żenujące... Dodatkowo płaczę, jak mi ktoś powie coś nie po mojej myśli - często z bezsilności...  Nie wspominając o tym, że jestem wybitnie niezdecydowaną osobą, a raczej najpierw jestem zdecydowana, a nagle później znajduję nowe opcje i robię sobie dylemat (życiowy często), a potem i tak wracam do tej pierwotnie wybranej opcji - kobieto, po co tyle kombinować?!

No dobrze, wylałam swoje gorzkie żale. Bycie kobietą związane jest z wieloma codziennymi wyrzeczeniami, ale wiecie co? Nigdy bym się nie zamieniła! Owszem, jesteśmy skomplikowane, za dużo kombinujemy (faceci naprawdę są prości!), za dużo myślimy i analizujemy, ale chyba w tym już nasz urok tkwi. Czasami nie mamy pojęcia na różne tematy, udajemy bezbronne, choć wcale takie nie jesteśmy. No bo przecież tak jest wygodniej (dla nas rzecz jasna). No i tak zostałyśmy już skonstruowane...:)

A Was, dziewczyny, co najbardziej frustruje w byciu kobietą?

PS. Mam nadzieję, że Was nie przynudziłam i jeśli będziecie miały ochotę, podobne posty mogą się pojawiać na blogu co jakiś czas (czasami mam różne rozkminy natury filozoficznej) ;)


54 komentarze:

  1. Haha przeczytałam cały tekst i w zupełności się z Tobą zgadzam :D
    Świetny post ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, dobry tekst! W pełni oddaje naszą naturę ;)

      Usuń
  2. Hehe... Muszę przyznać, że zgadzam się dokładnie ze wszystkim, co napisałaś;p
    Aż się zfrustrowałam:D Ile tego mamy...
    Co do uczuciowości to ja powiem więcej.. Ja jestem w stanie się rozryczeć podczas reklamy! O_o ha jak jest w niej coś smutnego albo coś... No masakra:P Nie wspominając już o tym ile razy ryczę ze złości, tak bardzo mnie wiele rzeczy irytuje... (najbardziej to, że muszę robić coś, co jest kompletnie nie potrzebne:/ mam tu na myśli kwestie szkolne głównie)
    W sumie to poruszyłaś najbardziej irytujące kwestie;p
    Nie mam nic więcej do dodania:P
    Może tylko powiem, że wcale się nie znudziłam:p
    Trzymaj się:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie to ujęłaś. Zawarta jest tu cała prawda o nas ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. taki uroki bycia kobietą,
    ja to dodatkowo przed okresem mam taką burzę hormonów że lepiej mnie omijać tak z kilometr :D
    ach nic dodać nic ująć takie już jesteśmy z jakiegoś powodu musimy kombinować aby przypadkiem nudno nie było :)
    tak się zastanowić jeśli odjęłoby się się te wszelkie zabiegi "upiększające" co byśmy z wolnym czasem robiły :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Na "Marleyu i ja" nie da się nie poryczeć. Ja na sama myśl o scenie kiedy Marley odchodzi ryczę- I co narobiłaś???
    Ja w byciu kobietą nienawidzę hormonów. Każdego dnia mamy inny ich poziom. Raz czuję się jak balon, raz jak słoń, by w końcu zerknąć w lustro i stwierdzić, że dzis wyglądam wyjątkowo dobrze.
    Nie znoszę też słabej kobiecej woli. Mój facet na przykład, potrafi iść do sklepu i nie kupić sobie absolutnie nic, a ja nawet w spożywczaku idę na całość.
    No i skrzywienie obrazu samej siebie. Każda z nas uważa się za brzydką, grubą i że każda piękniejsze ode mnie samej. A facet, zawsze sądzi że jest the best. Chcę być facetem i sikać na stojąco :p

    OdpowiedzUsuń
  6. i jeszcze ciąża! wyobraźcie sobie taką burzę hormonalną, jak przy okresie, ale powiększoną jakieś 15 razy i trwającą miesiącami :) zawsze śmiałam się z chlipiących na filmach koleżanek, a teraz mam za swoje, płaczę po pięć razy dziennie, bo np. mój pies tak słodko śpi - i już łzy lecą :) totalnie żenujące! plus oczywiście milion innych dolegliwości w tym "błogosławionym" stanie, o których nawet nie ma co tu wspominać... :)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Super post. Podpisuje się obiema rękami pod każdym akapitem ;D Zaskoczyłaś mnie tym że stwierdzisz że Ty masz problem z kreskami, zawsze masz idealny równy makijaż, musiałbyś zobaczyć moje kreski ;P Już nie raz się przez nie spóźniłam ;P Wrastające włoski.. o tak tego nienawidzę. Co do emocjonalności to u mnie jest duża, za duża.. potrafię się czasem wzruszyć nawet jak w tv leci jakaś kampania społeczna, ehh. Z chęcią przeczytam kolejne Twoje "rozkminy filozoficzne" ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurczę mam dokładnie takie same przemyślenia. A z tą emocjonalnością to kiedyś taka nie byłam, ale po porodzie organizm mi tak sfiksował, że to jakaś masakra. A propo dziecka to kobieta z dzieckiem może dołożyć sobie jeszcze drugie tyle frustracji co napisałaś... nawet nie chce mi się pisać dokładnie co, bo bym się tylko wkurzyła i nakręciła tym, lepiej nie myśleć...

    OdpowiedzUsuń
  9. Zgadzam się z tobą w całości! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. To, że bycie kobietą wymaga od naszego organizmu przez niemal całe życie dużych wysiłków... okres przez x lat, ciąża/e, poród/porody, laktacja/e, menopauza...., który facet zniósłby tyle ja się pytam?? żaden:]

    OdpowiedzUsuń
  11. Podpisuję się pod wszystkim ;) Najbardziej ze wszystkiego chyba denerwuje mnie depilacja (jesienią nie chce mi się woskować, a tempo odrastania przy maszynce powala) i przetłuszczające się włosy... Swoje niestety muszę myć codziennie, jeśli wychodzę w domu, i doprowadza mnie to do pasji!

    OdpowiedzUsuń
  12. podpisuje sie obiema rekami i stopami :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Cykl 28-dniowy i okres jest to pół biedy, mógłby sobie być, ale bez tego cholernego bólu i chęci spania gdzie popadnie! Oj, też czasem najchętniej na tą "kobiecość" bym sobie powrzucała. Musimy tyle zabiegów wykonać, żeby być cóż, "piękne" jak tylko się da, że czasem jest to aż męczące i frustrujące.

    OdpowiedzUsuń
  14. Podpisuje się obiema rękami i nogą! Mnie jeszcze wkurza przesąd społęczny. Facet się spija co tydzień jak świnia i każdy szuka u niego usprawiedliwienia "a może ma ciężko w dom?", "a może dziewczyna go rzuciła?". Dziewczyna w takiej sytuacji od razu będzie marginesem i motłochem do eliminacji. Wiele takich spraw jest, które czasem drażnią. CHociażby wyjście na wesele. Kobieta wstaje o świcie, kąpie się, GOLI NOGI I NIE TYLKO :), jedzie do fryzjera, po fryzjerze do kosmetyczki, albo sama się "makijażuje" starannie, potem rajstopy, buty, blyszczyk do torebki, zapasowe rajstopy (w tym czasie budzi się facet, przeciąga, wkłada uprasowaną koszulę MOŻE zmieni bieliznę i narzeka, że Ona jeszcze nie gotowa). WKurzające, ale z drugiej strony tego chcemy :D Kobiece rozdwojenie jaźni :) Fajnie się czytało i refleksjonowało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ale to bardziej sfrustrowanie stereotypami - ja tutaj wymieniałam raczej to, co mnie we mnie frustruje :P

      Usuń
  15. Podpisuję się, ja tu bym jeszcze dodała poród. Nie mówię o samym fakcie bycia matką tylko o porodzie. Nie wiem jak jest, ale podobno to bali iluśtamkrotnie bardziej niż łamanie wszystkich kości.
    No i odporność na ból, faceci są silniejsi, lepiej znoszą ból, a my jesteśmy wrażliwe, delikatne itd. Mamy przerąbane od początku do końca :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja bym nie powiedziała ;p moim zdaniem faceci nie przeżyli by porodu ! Są śilniejsi fizycznie ale wydaje mi się, że kobiety potrafią więcej znieść ;p

      Usuń
    2. Z tą odpornością na ból to już inny wątek był, nie dotyczył porodu. Niektórzy faceci mdleją gdy widzą swoje wybranki podczas porodu, wiadomo, że by nie wytrzymali ;)

      Usuń
    3. No ja porodu nie przeżywałam, ale samo słuchanie o nim i oglądanie jakichś filmów, etc., sprawia, że wcale nie mam na to ochoty ;x

      Usuń
  16. Podobno istnieje mutacja genetyczna, która sprawia, że tęczówki są fioletowe, włosy są tylko na głowie, rzęsy i brwi, miesiączka nie występuje a kobieta rodzi normalnie zdrowe dzieci ;] nie wiem ile w tym prawdy ale dzięki temu wiele by mozna było wykreślić ;p Hmmm a co do włosów... to był koszmar, puszyły się na deszczu, ogólnie pod czapką, bez niej, gdy padał śnieg gdy świeciło słońce, smętnie się wykręcały w nienaturalne kształty więc prostowałam, później farbowałam... więc łamały się jak badyle na sawannie, a po kompieli w słonej wodzie ciągnęły jak guma. Dopuki nie dowiedziałam się kto jest winowajcą, okazało się, że moje włosy to piękne fale z natury i wystarczy o nie odpowiednio zadbać, wkręciłam się we włosomaniactwo i polecam to każdej dziewczynie ~! wpadłam po uszy i jeśli macie pytania to zapraszam ;p nie pożałujecie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, nawet nie wiedziałam o tej mutacji :)

      Usuń
  17. Ja też płaczę na filmach i w ogóle bardzo często, za często! :/

    OdpowiedzUsuń
  18. Życie, samo życie :)
    Podziwiam mojego męża, bo są okresy, kiedy sama siebie wystawiłabym za drzwi z zakazem wstępu na kilka dni.

    OdpowiedzUsuń
  19. Powiem szczerze fajny post,:D Baby to rzeczywiście mają ciężki żywot, ale dajemy radę!:D Jesteśmy the best.:D

    OdpowiedzUsuń
  20. pod większościa punktów się podpisuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jakie to prawdziwe... Niestety i ja zgadzam się w 100% z tym, co napisałaś.
    Najlepszym przykładem jest szykowanie się do wyjścia w wersji męskiej i damskiej, bo nawet jeśli nie chcemy się zrobić na bóstwo, a jedynie wyglądać 'przyzwoicie' to czas działa na naszą niekorzyść... On już od godziny gotowy i wzdycha zniecierpliwiony, a my właśnie przypomniałyśmy sobie, że musimy jeszcze wymalować paznokcie... ;)
    Bycie kobietą nie jest łatwe, ale dziękujmy niebiosom za każdego osobnika płci przeciwnej, który jest w stanie objąć kobiecość rozumem. Ja mam to szczęście i codziennie za nie dziękuję... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, szykowanie się i nasze wieczne: "Ale ja nie mam w co się ubrać!" (w sumie nie wiem, czemu zapomniałam o tym wspomnieć w tekście).

      Usuń
  22. Świetny wpis, genialnie się bawilam czytając :) No i zgadzam się w 100%! Ze wszystkim, no jakbym o sobie czytała, a szczególnie ostatni punkt ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o to chodziło, żeby się uśmiechnąć czytając :D

      Usuń
  23. Czekam na więcej takich postów :) Co do comiesięcznej dolegliwości, od dłuższego czasu (dzięki hormonom oczywiście) należę do tej szczęśliwej grupy kobiet, która przechodzi to tylko 2-25, dnia i to bardzo łagodnie :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ale się cieszę, że post spotkał się z Waszą aprobatą!!! :) Już planuję kolejne tego typu wpisy :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja tez bym dodala ciaze, to cisnienie srodowiska jak sie ma iles tam tych lat i nadal dziecka nie ma ( NIE BO NIE CHCE I KONIEC ), i moze to smieszne,co napisze - ale kwestia oddawania moczu w plenerze. Piwko w plenerze, fajnie, przyjemnie, facet skoczy do najblizszego drzewa odwroci sie i zalatwi,co trzeba a my? Musimy znalezc miejsce, pozniej cale ceregiele, by nic nie bylo widac, zeby nikt nas nie widzial etc :P Mega wkurzajace szczegolnie w pilnych i naglych sytuacjach;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, iść za potrzebą w plener... Dramat! A jeszcze jak jest zima, to już w ogóle - zapalenie pęcherza murowane...

      Co do ciąży to się nie wypowiadam, bo nigdy nie byłam, ale pewnie jeśli kiedykolwiek będę to dołączę to do listy moich frustracji ;)

      Usuń
  26. świetny post! Dowcipny, do bólu prawdziwy, z przymrużeniem oka ;) W iluż fragmentach udało mi się dostrzec siebie... Balsamowanie, depilacja (-.-), równość kresek na oku (u mnie w najgorszych chwilach pojawia się wniosek, że to nie kreski są krzywe. oczy mam krzywe. nie da się ich prostych namalować,no!).
    Mam nadzieję, że postów takich będzie więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, o tak - nikt nie jest symetryczny :D

      Usuń
  27. świetnie się czyta :) z chęcią poczytam więcej takich postów :)
    i pod każdym się podpisuję rękami i nogami - mam dokładnie to samo :)
    a ta depilacja to już jest w ogóle szczyt wszystkiego :)

    OdpowiedzUsuń
  28. swietny wpis;)
    ja tez mam problem z symetrycznym pomalowaniem oczu;))
    do tego wszystkiego dochodzi jeszcze fakt braku wiedzy i wszystkiego innego do zmiany kola w aucie (juz mi sie zdarzylo prosic o pomoc;d) noo ii jeszcze pare innych by sie znalazlo;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie jakbym się zdenerwowała, tobym wymieniła sama koło w samochodzie :D

      Usuń
  29. Trochę mnie pocieszyłaś, że nawet Tobie czasami nie wychodzą te kreski :P haha Mi zdarzają się dni, kiedy maluję i poprawiam je bez końca, a innym razem - 3 min. i po zabiegu ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiadomo, że są lepsze i gorsze dni, ale zazwyczaj jedną kreskę mam wyżej, drugą niżej, jedna jest grubsza, druga cieńsza, podobnie jedna nieco dłuższa, druga krótsza :P

      Usuń
  30. No wreszcie udało mi się przeczytać! Ogólnie to notka trochę mnie zgasiła bo choć nie znamy się osobiście to w głowie miałam troszkę inny obraz Ciebie, wiesz.. takiej "wycyckanej" do ostatniego grama elegantki z umytymi włosami dwa razy dziennie. Nie pytaj mnie czemu bo nie wiem. Mnie najbardziej w kobiecym życiu irytuje nakaz rodzenia dzieci.. Odgórnie społeczeństwo narzuca nam, że każda kobieta po 25 roku życia ma być matką a po macierzyńskim najlepiej żeby jeszcze trochę posiedziała w domu, bo to dobrze dla dziecka. Sama kiedyś chcę mieć dzieci, ale rozumiem dziewczyny którym do tego raczej nie po drodze.. Depilacja,oj.. jestem brunetką i doskonale znam ten problem. Nie raz już przez to płakałam. A co do płaczu.. wczoraj ryczałam na filmie "kupiliśmy zoo" kiedy dziewczynka karmiła kury. Czy ze mną jest coś nie tak? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to już wiesz, że jestem zupełnie przeciętną kobietą :D Ja tu się skupiałam głównie na psychice kobiety, nie na stereotypach, ale zgadzam się z Tobą :)

      PS. Nic nie jest z Tobą źle :P

      Usuń
  31. Poruszyłaś kazdy aspekt i myslę, że jeszcze kazda z nas dopisałaby kilka akapitów więcej :) No ale tak jest :) Życie kobiety...życie! :)

    OdpowiedzUsuń
  32. wiecej wiary w siebie i wizyta u psychologa sie klania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś tu nie ma poczucia humoru szanowna Wrocławianko :]

      Usuń
  33. O mamo, genialny wpis, uśmiałam się - na prawdę fajnie to napisałaś :) I to sama prawda! Z tą depilacją, makijażem, włosami.... W ogole pod każdym akapitem mogę się podpisać :P

    A na "Marley i ja" to też się popłakałam, nawet jak teraz sobie ten film przypominam to mi się łzy cisną do oczu, ech... :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Ten wpis i komentarze pod nim pokazują, jak głupio dajemy się wrobić. Z depilacją, makijażem, układaniem włosów czy chociażby butami na obcasach to jest przecież nasz wybór.
    Kobieto (dowolna, nie Autorko Bloga - to taki manifest ogólny) nie chcesz - nie depiluj się, chcesz - depiluj. Masz czas i chcesz go poświęcać na skomplikowane makijaże - rób to, ale nie narzekaj. Chcesz nosić wysokie obcasy - noś, ale nie marudź, ze nie sa trampkami. Płaczesz na filmach - to płacz i nie wstydź się tego. taka jesteś, tak reagujesz, to normalne i fajne. Nie płaczesz - tez się nie wstydź i nie twierdź, że przez to nie jesteś kobieca (spotkałam się z takim podejściem).

    Nam - kobietom wolno wszystko: nosić męskie ciuchy (i damskie też), używać męskich perfum, uprawiać męskie sporty i mieć męskie hobby. Wolno nam też uprawiać sporty i hobby damskie. I nawet nie musimy wybierać. Możemy się podmalować i poprawić, ale i baz tego wolno nam wyjść na ulicę kiedy akurat mamy wszystko w nosie.

    Tylko ten cykl miesięczny jest nie do przeskoczenia... I najlepsze, co możemy zrobić, to przestać się tego wstydzić i traktować jak tabu.
    Kiedy jestem podminowana przed oświadczam swoim chłopakom w domu, ze domagam się złażenia mi z drogi i przekupywanie Nutellą. Kapują. A kiedy ktoś czepia się, że kobiety przez miesiączką sa drażliwe i agresywne odpalam bezczelnie, ze mężczyźni zachowują się tak zawsze, a my przynajmniej mamy dni w miesiącu, kiedy jesteśmy miłe.

    Głowa do góry. Bycie kobietą jest super!

    OdpowiedzUsuń
  35. A mnie frustruje nie tyle co cykl, ale sam okres :P Do diabła, za jakie grzechy cierpimy co miesiąc? :P Golenie to też masakra. I w ogóle fakt, że wymaga się, żeby kobieta zawsze ładnie i świeżo wyglądała, mają pecha te brzydkie - ja :P

    OdpowiedzUsuń
  36. świetny post. zgadzam sie z wiekszoscia ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)