Peelingi cukrowe do ciała, czyli Organique vs Miraculum

4/05/2012 Marta Gałuszka 19 Comments

Hej :)

Lato tuż tuż, więc wypadałoby zadbać o stan ogólny naszej skóry. Od ponad miesiąca systematycznie "zdzieram się" za pomocą peelingów cukrowych. Aktualnie w mojej łazience "królują" peelingi z firmy Organique oraz Miraculum (który otrzymałam w ramach testów od portalu urodaizdrowie.pl).


Niestety cierpię na pewną przykrą przypadłość. A mianowicie - częste zapalenie mieszków włosowych, objawiające się czerwonymi krostkami o charakterze zapalnym występującymi głównie na kończynach dolnych (raczej na udach, rzadziej na łydkach). Z depilacji nie ma mowy, żebym zrezygnowała (no chyba, że w końcu dotrwam do depilacji laserowej), więc pozostaje mi nieustanna walka i przeciwdziałanie ich powstawaniu. Jedynym sposobem, aby całkowicie je wyeliminować są systematyczne peelingi oraz dogłębne nawilżanie skóry.

Do tej pory używałam tylko peelingu Organique i powiem szczerze, że mi wystarczał, ale zostałam zaskoczona paczuszką od portalu urodaizdrowie, w której znalazłam peeling cukrowy Miraculum, więc postanowiłam przetestować i to cudo. Co ciekawsze, obie firmy są polskie, więc tym chętniej przystąpiłam do testów porównawczych!

Organique Botanic Garden - Peeling cukrowy do ciała z jabłkiem i rabarbarem

Peeling zapakowany jest w zgrabny, niewielkich rozmiarów, plastikowy słoiczek zakręcany równie plastikową (choć imitującą metal) zakrętką z wytłoczonym logo Organique. Pojemność standardowa, czyli 200ml. Wszystko, co potrzebujemy o nim przeczytać znajduje się na naklejkach na produkcie.



Co o produkcie pisze producent?
Seria kosmetyków Botanic Garden z jabłkiem i rabarbarem dedykowana jest osobom o każdym typie skóry, zwłaszcza potrzebującej wzmocnienia i dotlenienia oraz dla osób z cerą mieszaną i skłonnością do zanieczyszczeń oraz drobnych stanów zapalnych. Jest to orzeźwiająca seria o właściwościach nawilżających i przeciwzapalnych. Zawiera wyciągi z soczystych jabłek i rabarbaru. Dotlenia i rewitalizuje skórę. 
Aromatyczny, owocowy peeling do ciała o kremowej konsystencji. Wyciąg z jabłka działa odświeżająco i przywraca  skórze zdrowy, witalny wygląd.  Rabarbar neutralizuje wolne rodniki i wzmacnia mechanizmy obronne. Masujące kryształki cukru delikatnie pobudzają mikrokrążenie i w naturalny sposób złuszczają martwy naskórek, a unikalna baza stworzona z połączenia masła  Shea i oleju sojowego nadaje skórze gładkość i elastyczność.
Składniki aktywne: 
Wyciąg z jabłka - zawiera nawilżające pektyny i dużą ilość kwasów owocowych AHA, odświeża skórę, dodaje jej witalności i blasku, pobudza odnowę komórkową, 
Wyciąg z rabarbaru - bogaty w antyoksydanty, działa przeciwstarzeniowo i wzmacniająco, 
Olej sojowy, masło Shea, witaminy C i E.

Co o nim myślę ja?
Muszę się przyznać, że nie sądziłam, że to taki "śmierdziuch". Nie, zapach nie jest odstraszający, w pewien sposób jest przyjemny, ale nie dla mojego nosa. Jest bardzo intensywny (sądzę, że to rabarbar tak intensywnie pachnie, bo jabłka prawie wcale nie wyczuwam) i na szczęście, po kąpieli i zmyciu peelingu robi się bardzo delikatny i nie tak drażniący jak w pierwszej chwili. Ale zapach mu wybaczam, bo działanie ma na moją skórę wręcz zbawienne! Konsystencja zbita, grudkowata w kolorze przepięknego koralu (uwielbiam!), z ostrymi drobinkami cukru, które w trakcie masowania (a masujemy całkiem długą chwilę) się rozpuszczają i zostawiają na ciele wyczuwalny, nawilżający film. Pierwszy raz spotkałam się z takim typem peelingu, który po skończonej "robocie" zostawia właśnie film na skórze i nie powiem - początkowo mi się to nie podobało, ale z każdym kolejnym razem wręcz pokochałam to uczucie nieskazitelnie gładkiej i jednocześnie ekstremalnie śliskiej i tym samym ultranawilżonej skóry (to chyba za sprawką masła Shea). Nie ma żadnych problemów z wydobyciem produktu z opakowania, słoiczek ma na tyle szeroki otwór, że bez problemu włożymy do niego dłoń, aby nabrać porcję peelingu, którego nie trzeba wiele. Używam go od miesiąca 2x w tygodniu i zużycie jest do połowy - czyli chyba nieźle jak na tego typu kosmetyk (a ważność to 6 miesięcy od otwarcia). Ale też nie peelinguję całego ciała - ograniczam się do łydek, ud (które zdzieram niemiłosiernie) oraz pośladków i okolicy lędźwi (bo tam mam rozstępy). Zdziera mi się nim nadzwyczaj dobrze, nie jest to bolesny zabieg, a raczej takie przyjemne zdzieranie naskórka (o ile może to być przyjemne^^). Po zabiegu skóra jest gładka i nawilżona, a uprzednio czerwone krostki bledną i stopniowo zanikają (choć wciąż wyskakują kolejne, ale to przez moją niesystematyczność w nawilżaniu skóry). Pomimo tego nawilżenia, po wyjściu spod prysznica i tak nakładam na ciało jeszcze balsam do ciała (a na same pośladki balsam antycellulitowy, bo po takiej porządnej zdzierce ma lepsze wchłanianie). Niestety, jak to Organique, cena tego peelingu jest dosyć wysoka, jak na kieszenie przeciętnej Polki - 59,90zł/200ml. Ale jak dla mnie warto, zwłaszcza, że Organique produkuje kosmetyki organiczne, a składniki pochodzą z certyfikowanych upraw. No i przede wszystkim działają! Moja skóra wręcz je pokochała i będę do nich systematycznie wracać :)

Cena: 59,90zł/200ml
Moja ocena: 9/10


Miraculum La Rose - Różany peeling cukrowy do ciała z płatkami róż

Firma Miraculum do tej pory kojarzyła mi się głównie z kremem Pani Walewska (możecie go kojarzyć, bądź nie, ale marka Pani Walewska powstała w 1971r. i była hitem w okresie PRLu). No i przy okazji przez 1,5 roku pracowałam tuż obok siedziby Miraculum w Krakowie. Sam produkt zapakowany jest w przykuwający wzrok o dziwo plastikowy słoiczek na wzór takich, w które to pakuje się np. konfitury - z gumką recepturką i metalowym mechanizmem służącym do otwierania wokół. Nie powiem - bardzo zachęcające i zapewniające hermetyczność. Przy czym plastik jest wyjątkowo odporny na uderzenia (przypominam, paczka dotarła do mnie w stanie nienaruszonym via Poczta Polska). Na wieczku został nadrukowany metodą flexo (oho, błysnęłam teraz wiedzą, ale pracowałam w drukarni :D) monogram Miraculum - litera M i róża jako symbol linii produktów La Rosa. Ogółem opakowanie bardzo miłe dla oka, chociaż plastikowe ;) No i pojemność to także 200ml.





Co o produkcie pisze producent?
Peeling cukrowy do ciała z naturalnymi cząsteczkami peelingującymi - kryształkami cukru, już podczas pierwszej aplikacji błyskawicznie likwiduje szorstkość, usuwa martwe komórki naskórka pozostawiając skórę gładką, jędrną i elastyczną. Płatki róży i olejek różany wygładzają, regenerują i odprężają zmęczoną skórę. Phytofleur French Rose (składnik pochodzący z upraw ekologicznych) - kompleks składników o silnym działaniu przeciwstarzeniowym, hamuje aktywność wolnych rodników. Olej arganowy - intensywnie nawilża, regeneruje płaszcz lipidowy naskórka i chroni przed przesuszeniem skóry. Peeling uwodzi pięknym różanym zapachem, cudownie odpręża i wprowadza w dobry nastrój.

Co o nim myślę ja?
Zacznę znowu od zapachu. Tym razem z przyjemnością wpakowałam nos do słoika. Chociaż nieszczególnie przepadam za różanym zapachem w kosmetykach (wyjątkiem są perfumy Chloe) to zapach peelingu bardzo przypadł mi do gustu. Jest delikatny, nienachalny, ale wyczuwalny. Zapach ten pozostaje potem na skórze jeszcze przez jakiś czas. Konsystencję ma bardziej kremową (odcień bladego różu) niż peeling z Organique, a i cząsteczki cukru są o wiele mniejsze, chociaż też troszkę dłużej "trą" skórę zanim się rozpuszczą. Peeling bardzo dobrze złuszcza skórę zostawiając ją gładką, bez podrażnień. Film, który pozostawia po sobie na skórze jest nieporównywalnie mniejszy niż w przypadku peelingu z Organique, wręcz znikomy, więc balsam po kąpieli absolutnie wskazany. Dlatego też jestem nieco rozczarowana. No i jest dużo mniej wydajny... Użyłam go raptem raz i 1/4 opakowania już ubyła... A wcale nie przesadzam z jego ilością i peelinguję również tylko łydki, uda, pośladki i okolice lędźwi. Peeling faktycznie ma w sobie zmielone płatki róż, ale czy mają one jakieś konkretne znaczenie przy aplikacji trudno mi powiedzieć. Ja pod palcami czuję głównie cukier. Sama aplikacja jest bezproblemowa podobnie jak i nabranie produktu palcami. W aspekcie zdzierającym działa tak samo, a może i nawet nieco lepiej (przez dłuższy czas rozpuszczania się cukru) od peelingu Organique. Cenowo jest również tańszy od Organique, bo kosztuje około 30zł za 200ml. Ale przy swojej wydajności sądzę, że lepiej zainwestować w peeling Organique.

Cena: ok. 30zł/200ml
Moja ocena: 8/10

19 komentarzy:

  1. ten peeling Miraculum różany jest w Leclercu na promocji :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E, gdyby to był peeling Organique to mogłabym polecieć jak na skrzydłach :D

      Usuń
  2. Organique nie znam, ale z Miracullum nie jestem w stanie przebrnąć właśnie przez zapach różany. Mam z nim problem. Jedyny zapach różany jest dla mojego nosa akceptowalny w TBS, ich seria pachnie jakoś znośnie różanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mnie też zazwyczaj te różane zapachy w kosmetykach dławią, a tu taka niespodzianka - całkiem mi się podoba :)

      Usuń
  3. Uważam, że cena peelingu Organique jest zbyt wysoka. Lubię tę firmę, szczególnie serię Eternal Gold, ale jak za balsam mogę zapłacić 60 zł, tak za peeling już nie :(, a poza tym bardzo lubię Twój blog i świetne makijaże, serdecznie pozdrawiam ola :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że czytasz mojego bloga! Dziękuję :)

      Co do Organique, świetna marka to i ceny wysokie. A za jakość niestety trzeba płacić...

      Usuń
  4. Dałam na targach za ten peeling z Organique 37zł i stwierdzam, że zrobiłam dobry interes :) Czeka w kolejce do testowania :) Super recenzja, dzięki za cynk na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczę na to, że Organique pojawi się na w maju na targach w Krakowie i też nakupuję sobie ich produktów dużo taniej :)
      I zrobiłaś bardzo dobry interes!

      Usuń
  5. Nie miałam dotąd okazji używać żadnego z nich. Dzięki Twojej recenzji być może kupię. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że mogłam pomóc :)

      Usuń
  6. Mydlarnie u Franciszka - może nie ma takiego opakowania, ale są tańsze, na wage i też z Organique. Kawa, Żurawina, Liczi z mlekiem, Czekolada <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Ty dobra kobieto, faktycznie! No to teraz przepadłam do cna :D:D:D Czekoladaaaaaa! <3333

      Usuń
  7. Martuś nie wiem czy próbowałaś, ale może warto - własnoręcznie robiony peeling z kawy (możesz dodać do tego sól albo cukier i jeśli chcesz się od razu nawilżać np. olejek kokosowy albo oliwkę Hipp).

    Mam tak jak Ty problem z zapaleniem mieszków włosowych na udach i ramionach, tzn. już go nie mam od czasu kiedy stosuję ten peeling (wcześniej żaden peeling sobie z tym nie radził)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co Kochana, stosowałam już ten sposób, ale samo przygotowywanie i potem fusy pod paznokciami mnie denerwowały ;< No i jakoś nie lubię wszem i wobec pachnąć kawą ;D

      Usuń
  8. Fajny ten z Organique, ale nie dam tyle za peeling :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Szkoda, że ten Organique jest taki drogi

    OdpowiedzUsuń
  10. W peelingu miraculum nie lubię tego, że zostawia WSZĘDZIE tłusty film. Od zeszłego roku robię peeling mieszając cukier z żelem pod prysznic. I jestem zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to dziwne, bo u mnie własnie nie zostawia filmu?

      Usuń
  11. peeling jablkowo rebarbarowy musi miec obledny zapach!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)