Bańka Mydlana - maseczka energetyzująca i mydełka glicerynowe + nowe łowy

3/22/2012 Marta Gałuszka 3 Comments

Hej!

Dzisiaj recenzja ostatnich dwóch produktów, które otrzymałam od Izabeli z Bańki Mydlanej - maseczki energizującej z dodatkiem olejku arganowego oraz mydełek glicerynowych. Pod koniec posta znajdziecie także moje ostatnie łowy, chociaż obiecałam sobie odwyk od zakupów...


Wśród produktów, które dostałam do testów, oprócz truskawkowego kremu do ciała znalazłam także 2 mydełka i saszetkę orientalnej maseczki energizującej z olejkiem arganowym. No i jeszcze kisiel, ale walory smakowe kisielu każda z nas zna ;))))

Oriental Maroccan Mask - Energizująca maska do twarzy z dodatkiem olejku arganowego



Saszetka kryje w sobie 7g produktu i tak naprawdę starczyłaby nam na co najmniej 3x. Ale mądry człowiek po szkodzie, następnym razem będę już wiedzieć ;) Miałam dużo zabawy z jej przygotowaniem^^

Co o niej pisze producent?
Maseczka typu peel-off wzbogacona olejkiem arganowym, zwanym eliksirem młodości z powodu silnego działania odmładzającego. Zawiera on duże ilości naturalnych przeciwutleniaczy - tokoferoli (wit. E) i karotenoidów oraz witaminy F przyspieszającej gojenie. Olejek arganowy łagodzi objawy trądziku młodzieńczego, alergii, przynosi świetne efekty w chorobach skóry. Głęboko i skutecznie nawilża suchą skórę. Chroni przed przedwczesnym pojawieniem się zmarszczek.

Co o niej myślę ja?
Czytając opis pomyślałam sobie - wow, coś dla mnie. W dodatku wyprodukowana przez polskiego producenta kosmetyków naturalnych - Starą Mydlarnię. Co prawda trądziku nie mam, bo dzięki glinkom stan mojej skóry jest wręcz idealny (odpukać!!!) i gdyby nie naczyniaki na nosie i czole, to pokusiłabym się o chodzenie bez makijażu, no ale... ;) Olejek arganowy posiadam w wersji do włosów (z pudełka KissBox'a), chociaż tak naprawdę sam olejek arganowy w składzie znajduje się daleko - co tu się dziwić, jest bardzo drogocennym składnikiem, no i drogim. A, że maseczka ma działać na pierwsze zmarszczki, które zaczynają niestety się pojawiać, to ochoczo zajęłam się jej przygotowaniem. Według przepisu należy zmieszać maseczkę w stosunku 1:4 z ciepłą wodą. Ale jak do cholery? Wyobraźcie sobie, że specjalnie przeliczyłam te 7g na łyżeczki :D I tak sobie łyżeczkowałam, dodałam nawet mniej wody i to chyba był mój błąd. Bo nawet po odstawieniu maseczki na 2 minuty, żeby reszta proszku się do końca rozpuściła ja miałam w niej grudki. No, ale co tam, nałożyłam na buzię. W międzyczasie zauważyłam, że proszek ma złote drobinki, a po dodaniu wody mamy iście złotą pastę - aż mi się oczy zaświeciły! Sama w sobie maseczka nie pachnie zachęcająco i nie pieściła mojego nosa swoim zapachem (jak np. olejek arganowy do włosów), ale nauczona, że kosmetyki, które niekoniecznie przyjemnie pachną mają świetne działanie nie traciłam nadziei. Maseczka szybko zaczęła tężeć na twarzy, trzymałam ją nawet dłużej niż przepisowe 10min i znowu zrobiłam błąd! Wydawało mi się, że jest jeszcze mokra, dlatego przedłużyłam czas trwania kuracji, a potem nie mogłam jej zerwać - znaczy, mogłam, ale potwornie ciągnęła moje mikrowłoski na twarzy... No to lekko ją zwilżyłam wodą i zaczęłam odrywać. Ufff, udało się! W trakcie czułam lekki chłodek i nic więcej. Po zerwaniu skóra była nawilżona, odświeżona i lekko promienna. Musiałabym jej poużywać dłużej, żeby zauważyć głębsze efekty, ale jak na jednorazową maseczkę jestem całkiem zadowolona.

Cena: 4,60zł/7g
Moja ocena: 7/10



Mydełka glicerynowe


Ich oszałamiający zapach dotarł do mojego nosa w chwili, jak rozpakowywałam paczkę. Wyobraźcie sobie, że cały pokój pachniał tymi mydełkami? A raczej głównie tym różowym. Coś niesamowitego. A kiedy różowe mydełko schowałam w półce, tak za każdym razem jak ją otwieram czuję jego zapach, mmmm ;)

Na pierwszy ogień do testowania wybrałam mydełko niebieskie - Mozaikowe Serce. Mydełko różowe jest produkcji Starej Mydlarni, natomiast niebieskie Tso Moriri. I oba wyrabiane są ręcznie. Mają fantazyjne kształty i zatopione różne elementy. W niebieskim mydełku jest to serduszko. Różowo-fioletowe mydełko ma fantazyjnie wycięty brzeg z jednej strony. Poza tym, spójrzcie jak pięknie są opakowane w kokardki :)


Tso Moriri - mydło organiczne - Mozaikowe Serce ok.100g


Co o nim pisze producent?
Wysoka zawartość gliceryny pochodzenia roślinnego zapewnia bardzo dobre nawilżenie skóry. Olej kokosowy ma szczególne właściwości nawilżające, odżywcze, antybakteryjne, przeciwgrzybicze i antyseptyczne. Pozostawia skórę aksamitnie miękką i gładką. Aloes w swoim składzie zawiera substancje przeciwzapalne, przeciwbakteryjne, saponiny o działaniu myjącym, ligniny, dzięki którym ma bardzo dobre zdolności penetracji skóry. Posiada właściwości zmiękczające, nawilżające i odbudowujące naskórek. Utrzymuje właściwy poziom nawilżenia skóry. Mydła organiczne Tso Moriri wykonywane są z bazy organicznej najwyższej jakości certyfikowanej przez międzynarodową jednostkę certyfikującą produkty organiczne Soil Association (Anglia). 100% składników jest pochodzenia naturalnego w tym ponad 66% składników pochodzenia z organicznych upraw.

Co o nim myślę ja?
Pachnie dużo delikatniej niż mydełko różowe. Bardzo podoba mi się w nim motyw serduszka i w dodatku wnętrze serduszka jest wyjmowane! Świetna alternatywa na wyjazd, wyciągamy mini mydełko i mamy czym myć dłonie na wyjeździe :)))) Mydełko pieni się inaczej, niż standardowe, sklepowe mydła. Piana jest obfita, ale rzadsza, jakoś łatwiej jest mi nim myć dłonie. Chociaż przy początkowym użytkowaniu mamy wrażenie, że nie zmyłyśmy go do końca z dłoni, a to zostaje tylko nawilżająca warstewka gliceryny połączonej z aloesem. Dlatego po umyciu dłoni nie mamy wrażenia przesuszenia naszych rąk tylko uczucie nawilżenia, które utrzymuje się aż do kolejnego mycia. Zapach, jak już wspominałam, jest dużo delikatniejszy i na dłoniach prawie niewyczuwalny. Ostatnio jestem zafascynowana kosmetykami organicznymi, więc jestem ucieszona, że i mydełka mam naturalne :) Fascynatkom natury bardzo polecam, nie będziecie zawiedzione!


Cena: 13zł/100g
Moja ocena: 9/10



Stara Mydlarnia - mydło Red Berry ok.100 g


O tym mydełku na razie nic nie jestem w stanie powiedzieć, oprócz jego obłędnego zapachu, ale:
"Mydło glicerynowe - Słodkie Jeżyny - z olejkiem z rumianku i lawendy obłędnie wygląda,  pachnie,  nawilża, pozostawiając na skórze słodki zapach świeżo zerwanych jeżyn".
Cena: 12zł/100g.

I z tym opisem zdecydowanie się zgadzam, zwłaszcza z tym ostatnim stwierdzeniem ;)))


A co ostatnio (wczoraj i dziś) kupiłam? W Rossmannie poszłam upolować szampon i odżywkę z Alterry - pszenica i morela (poleciła mi je Ania z bloga Jak dbać o długie włosy?, Aniu zaczynam testy od jutra!), no i przy okazji kupiłam okulary przeciwsłoneczne, bo swoje ulubione oczywiście musiałam rozwalić :) A dzisiaj w niesieciowej drogerii zakupiłam jeszcze perłowo-niebieski lakier i odżywkę utwardzającą do paznokci z firmy Dor (znacie tę firmę?). Zapłaciłam za nie śmieszne pieniądze. Za lakier 2,99zł, a za odżywkę 3,99zł. 



Jednocześnie jeszcze raz chciałabym podziękować Izabeli z Bańki Mydlanej za przesłanie produktów do testów i tym samym chciałam poinformować, że fakt ten nie miał nic wspólnego z obiektywnością moich recenzji na temat tych produktów.


3 komentarze:

  1. Świetny blog!
    może sie poobserwujemy?
    Zapraszam do mnie! u mnie super konkurs!
    Pozdrawiam cieplutko!
    http://bllablaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie wyglada to niebieskie mydełko.

    OdpowiedzUsuń
  3. slicznie wygladaja mydelka, i jedno ma dwa serca;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)