Rozdaniowo

4/30/2011 Marta Gałuszka 0 Comments

Polecam konkurs u Kamillany! Jest o co walczyć - można wygrać paletkę z 4 cieniami firmy MAC Cosmetics ;) Ja już wzięłam udział, a Wy? Spieszcie się, można się zgłaszać tylko do dzisiaj do 24:00! :)

Kamillana to ja

0 komentarze:

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)

Podkłady

4/17/2011 Marta Gałuszka 2 Comments

Dzisiaj mała notka na temat podkładów. Swatche wszystkich na mojej "saute" skórze na samym dole :) Póki co recenzja 3 pierwszych z nich, jutro obiecuję resztę. Większość otrzymałam, a kupuję systematycznie tylko jeden - bo reszta jest dla mnie o wiele za ciemna, a ten jeden jest idealny dopóki się nie opalę.

Recenzje po kolei, według swatchów na skórze.

Chanel Vitalumiere Aqua B30 Beige-Sable

Testowałam akurat próbkę, którą kiedyś otrzymałam w Sephorze, a o której zapomniałam do czasu wczorajszych porządków. Kolor B30 Beige-Sable. Dostałam również próbkę B10, ale oba mają różowe tony, w ogóle są różowe... A ja potrzebuję podkładów z żółtymi pigmentami.

Słowami producenta:
Nowy podkład stwarza iluzję drugiej skóry, jednocześnie maskując drobne niedoskonałości. Na twarzy podkład jest prawie niewyczuwalny. Naturalny efekt makijażu jest doskonale widoczny. Transparentny, dobrze kryjący, jednocześnie lekki, matowi cerę, dodaje jej swieżości. Formuła - woda w silikonie, bez czynników żelujących, daje błyskawiczne uczucie świeżości i komfortu. W kosmetyku zawarty został kompleks Radiance Light Diffusing Complex – innowacja marki Chanel, zainspirowana plazmowymi ekranami RGB (czerwony, zielony, niebieski). Otula on twarz niezwykle miękkim i bardzo korzystnym światłem. Pigmenty soft focus nowej generacji ujednolicają cerę, pigmenty świetlne interferencyjne czuwają nad odbiciem światła od skóry, powlekane pigmenty mineralne kontrolują wydzielanie potu i sebum. Pochodna alg brunatnych dla rewitalizacji skóry, SPF 15 dla ochrony skóry.

Dużo hałasu o nic, te wszystkie efekty RGB, pigmenty soft focus - ja tego niestety nie widzę...
Podkład ma formę takiego kremiku, jest mocno lejący, więc trzeba uważać. Niestety próbka była dla mnie za ciemna, więc musiałam go zmieszać z moim najjaśniejszym podkładem Oriflame (wiem, że to zbrodnia dla Chanel, ale cóż... Nie pomyśleli o większej palecie odcieni, więc ich wina - a podobno to Chanel promuje alabastrową skórę). Jest transparentny, przystosowuje się do odcienia skóry, ale nie kryje idealnie, korektor na pewno się przyda. Co mi się podoba w tym podkładzie to jego zapach, może dla niektórych zbyt chemiczny, ale dla mnie całkiem obiecujący. Dodatkowo podoba mi się efekt na skórze, twarz nie jest płaska, tylko taka nawilżona, rozświetlona, błyszcząca zdrowym blaskiem, aż żal pudrować ją pudrem transparentnym. Puder jednak nie trzyma się idealnie na buzi i szybko się ściera. To wielki minus - bo za tę cenę można oczekiwać o wiele więcej.

Po pierwszych próbach byłam dosyć pozytywnie nastawiona i nawet zachęcona do zakupu, ale paleta barw niestety skutecznie mnie odsunęła od tego pomysłu.

Plusy:
- Zapach,
- Konsystencja,
- Nawilżenie,
- Efekt, jaki tworzy na skórze,
- Wydajność (próbka wystarczyła mi na 3 pełne aplikacje na twarz, a mam jeszcze odlewkę z Sephory, która też pewnie na troszkę starczy),
- Nie zapycha i nie wchodzi w zmarszczki (testuję też teraz Estee Lauder Double Wear Light i tutaj Chanel z nim wygrywa w kwestii wchodzenia w zmarszczki).

Minusy:
- Cena,
- Trwałość,
- Ciemnieje nieco na twarzy (można temu zaradzić nakładając np. puder bambusowy, diamentowy lub chociażby Complexion Perfection),
- Mała paleta odcieni, większość posiada różowe tony.

Cena: ok. 210zł/30ml
Ocena: 6/10

Oriflame Urban Shield Foundation Porcelain

Mój ulubiony dotychczas podkład. Jedyny, który jest w stanie mi sprostać pod większością względów - a najważniejsze, w końcu dobrałam idealny kolor. Porcelain, jak porcelana, ale bez różowych pigmentów, no wręcz kolorystyczny ideał!

Słowami producenta:
Tarcza ochronna dla Twojej cery. Podkład zapewnia skórze ochronę antystresową. Ultralekka formuła sprawia, że cera wygląda gładko i jednolicie. Filtry SPF 15 chronią skórę przed szkodliwym wpływem promieniowania UV, które przyspiesza jej starzenie się. Ekstrakt z minerału o nazwie rodochrozyt zawiera antyoksydanty, które neutralizują wolne rodniki i wspomagają wytwarzanie kolagenu, zmniejszając stres środowiskowy i nadając skórze zrewitalizowany, promienny wygląd. Tlenek tytanu wspomaga ochronę skóry przed szkodliwym promieniowaniem UV.


Opisy jak zawsze bywają piękne i może nieco przesadzone, ale ja i tak uwielbiam ten podkład :)
Jest bardzo leisty, wręcz płynny - niektórym może to przeszkadzać, ja to traktuję jako pozytyw, bo łatwo go nałożyć na buzię i nie trzeba dużej ilości kosmetyku, aby ją w całości pokryć. Początkowo, po nałożeniu podkładu mamy wrażenie, że w ogóle nie ma go na twarzy, a potem magicznie widzimy cudowne efekty - kolor się ujednolica, ożywia naszą karnację (a ja raczej mam po zimie ziemistą skórę). Pachnie równie ładnie, co Chanel, ale o wiele subtelniej. Co prawda, wolę podkłady z atomizerem, ale opakowanie w podkładzie Urban Shield jest całkiem poręczne, niemniej trzeba uważać, żeby przy nakładaniu nie wylać sobie na rękę za dużo podkładu. Dużym plusem jest również dodatkowy faktor SPF. Nie matuje, ale nie mam mu tego za złe. Kryje delikatnie, bez efektu maski, ale wyrównuje koloryt skóry. Minusem jest wchodzenie w zmarszczki chyba przez ten jego bardzo płynny charakter.


Plusy: 
- Wyrównuje koloryt skóry,
- Przy nakładaniu pędzlem nie zostawia smug,
- Równomiernie ściera się ze skóry,
- Wydajny,
- Przyjemna, płynna konsystencja,
- Zapach,
- Cena,
- Faktor,
- Nie zapycha, nie powoduje niespodzianek,
- Paleta odcieni (chociaż ograniczona to jednak każda kobieta znajdzie coś dla siebie).


Minusy:
- Nie matuje,
- Jeśli się go nie przypudruje to skóra zaczyna się świecić bardzo szybko,
- Wchodzi w załamania skóry i zmarszczki, lekko je podkreślając,
- Ściera się, choć może i nie brudzi ubrań.


Cena: 39zł/30ml (w promocji 24,90zł)
Ocena: 9/10


Rimmel Lasting Finish Minerals 100 Ivory


Puder mineralny, rozświetlający. Posiada w sobie delikatnie błyszczące drobinki, które skutecznie odbijają światło i zmiękczają rysy twarzy. W komplecie dołączony pędzelek (jak dla mnie zbędny).


Słowami producenta:
Testowany dermatologicznie, bezzapachowy, beztłuszczowy. To podkład ze specjalną formułą minerałów, odbijający światło i zapewniający nieskazitelny, naturalny wygląd. Zapewnia świetne wykończenie do 12 godzin. Minerały dbają o dobrą kondycję skóry. Puder łatwo się rozprowadza, tuszuje niedoskonałości, wyrównuje odcień skóry. Zintegrowany aplikator ułatwia szybkie i łatwe nakładanie, zapewnia od delikatnego do średniego krycia. Skóra wygląda gładko i naturalnie. Puder idealny dla każdego rodzaju cery, nie podrażnia, nie zatyka porów.


Na samym wstępie - to nie jest podkład dla mnie. Mam mieszaną skórę, partia T bywa naprawdę tłusta, natomiast policzki mam bardzo przesuszone, a ten podkład robi wszystko inne poza nawilżaniem. Nigdy nie stosuję go solo. Zazwyczaj mieszam z innymi, płynnymi podkładami - wtedy jest akceptowalny. Sądzę, że będzie idealny dla tłustych cer, nie zapcha ich, bo to mineralny podkład, a zmatowi skórę na jakiś czas. Co mi się podoba, to delikatny efekt rozświetlenia. Żaden błysk tandetny - zdrowa, rozświetlona skóra. Co go jeszcze charakteryzuje, to brak zapachu. Trochę mi nie odpowiada opakowanie, bo powinno być głębsze, można przy aplikacji się ładnie pobrudzić. Dołączony pędzelek tragiczny - krótki, źle się nim rozprowadza podkład, dla mnie to rzecz zbędna. Może tworzyć efekt maski, ale krycie ma naprawdę fajne. Paleta barw też jest ok, chociaż mógł by być odrobinę jaśniejszy - ale na lato będzie jak znalazł. Chociaż może tworzyć plamy...


Plusy:
- Brak zapachu,
- Rozświetlające drobinki,
- Nie zatyka porów.


Minusy:
- Tworzy plamy,
- Nieco ciemnieje na skórze po aplikacji,
- Mało poręczne opakowanie,
- Podkreśla suche skórki,
- Strasznie pyli przy zamykaniu,
- Zbędny aplikator, który nie jest do niczego przydatny.


Cena: ok. 30zł/6,5g
Ocena: 4/10








Jutro recenzja samych podkładów Rimmel + może dodam małą opinię na temat Double Wear od Estee Lauder. Aktualnie poszukuję do wypróbowania podkładu z wyższej półki, ale porównując kolejne ze sobą zawsze wygrywa Oriflame. Śmieszne, prawda?


No i w końcu muszę zrobić notkę "7 rzeczy, których nie wiecie o mnie" z okazji bycia otagowaną (a było to już taaaak dawno!). Cóż, masa problemów się na siebie nałożyła, uczyłam się do egzaminów, a teraz mam miesiąc spokoju od studiów, święta za tydzień, za 2 weekend majowy, odżyję i będę pisać duuużo notek! :)


Dodatkowo przymierzam się do zmiany wyglądu mojego bloga. Zachęcam do komentowania, dzielenia się spostrzeżeniami, propozycjami, itp. Wrócą też makijaże, może i stepy. Kanału na YouTube nie będzie, bo nie mam warunków do nagrywania filmików. A rozdanie nastąpi po osiągnięciu liczby 50 obserwujących :)

2 komentarze:

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)

Sleek Original & Bad Girl

4/10/2011 Marta Gałuszka 3 Comments

Wkrótce chyba będę musiała pisać również po angielsku, bo zauważyłam wzrost zainteresowania moim blogiem poza granicami RP, co jest bardzo miłe i mnie to cieszy ;) A i angielski podszlifuję.

Do rzeczy, recenzje paletek Sleek Original i Bad Girl. Paletki zamówiłam w prezencie dla mojej mamy, która uwielbia takie kolory, a ja przy okazji korzystam ;) Zakupy zrobiłam znowu w sklepie paatal.pl - ale miałam pewne problemy, nie mogli odnotować mojej wpłaty (płaciłam przez DotPay, wysłałam potwierdzenie mailem... 3x, aż w końcu zadzwoniłam i tego samego dnia wysłali), ale skończyło się dobrze :) Przy zakupie 2 różnych palet Sleek w prezencie otrzymywało się rozświetlacz Sleek (recenzja wkrótce).

Ostatnim razem obie palety przyszły w pudełku i w kopercie bąbelkowej, tym razem w kopercie bąbelkowej bez żadnego dodatkowego zabezpieczenia i oczywiście Bad Girl ma uszkodzenia - cały biały, perłowy cień w rozsypce (muszę go utwardzić alkoholem - nowy temat na notkę!!!) i rozświetlacz też delikatnie naruszony. Ważne jednak, że w ogóle dotarły.

Sleek MakeUp Original Palette





Z miejsca pokochałam wszystkie kolory, miłość od pierwszego wejrzenia rzekłabym :) Świetnie skomponowana kolorystyka, pasująca do większości typów karnacji i opraw oczu. Każda kobieta znajdzie tu kolor dla siebie. Ja absolutnie wpadłam w zachwyt przez biszkoptowy kolor (3 od lewej w drugim rzędzie) oraz pudrowy róż opalizujący na złoto (2 od lewej w drugim rzędzie) - oba to moje ulubione kolory, ale lubię je wszystkie, bez wyjątku. W tej palecie czarny okazał się smoliście czarny (w poprzednich paletach Acid i Storm miałam lekki problem z czernią, chociaż w Bad Girl ta czerń jest jeszcze lepsza), fiolet to cudna lawenda, jest też mocny grafit opalizujący na niebieski - normalnie mogłabym peany pisać na cześć tej paletki! Zgniłe zielenie i zielenie w ogóle mi nawet odpowiadają (nie przepadam za zielenią na powiekach, ale już parę razy się skusiłam). Jak zawsze - super pigmentacja, cudny błysk (absolutnie zero tandety!) i świetne do blendowania! Muszę tylko zakupić sobie bazę, bo na Duraline już nie chce mi się bawić. O opakowaniu pisałam w poście dotyczącym poprzednio zakupionych paletek, więc tutaj pominę.

Każdej kobiecie polecam, z czystym sercem :) A, mają malutki minusik - osypują się, ale można im to wybaczyć :))))

Sleek MakeUp Bad Girl Palette





Hm, co tu dużo pisać - paleta bardzo ciemnych, zgranych ze sobą kolorów, do różnych wariantów makijażu. Można wyczarować tyle różnych wariacji kolorystycznych, że nic tylko malować :)
Jak widać, biały, perłowy cień jest w totalnej rozsypce, ale dam radę sobie z nim poradzić. Naprawdę świetnie służy jako rozświetlacz do wewnętrznych kącików i pod łuk brwiowy. Co mi się jeszcze podoba, to to, że w opakowaniu na folijce zabezpieczającej cienie są nadrukowane nazwy cieni i tak od lewej lecąc 1 rząd mamy: Innocence, Gullible (również miły rozświetlacz), Blade (srebrzysto-grafitowy, fajny będzie do smokey eyes), Gun Metal (ciemniejsza wersja grafitu), Underground (lekko matowy grafit, ciemny, topornie się go nakłada), Noir (czarny, smoliście czarny!); od lewej 2 rząd: Intoxicated (intensywna ciemna zieleń), Envy (czarno-zielony, trudno mi go zidentyfikować), Obnoxious (w palecie wygląda na głęboki fiolet, a tak naprawdę jest głębokim granatem migoczącym na fioletowo), Abyss (granat migoczący delikatnie na błękit), Twilight (czarny, opalizujący na fiolet - bardzo lubię!), Rebel (o, to mój ulubiony, ciężko mi go opisać, ale to taki przydymiony fiolet). Również fajna pigmentacja wszystkich cieni. Także polecam, do nieco cięższych, wieczorowych makijaży.

Cena: 28,50zł/szt.
Ocena: 9/10

3 komentarze:

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)

It's E.L.F. time, again!

4/09/2011 Marta Gałuszka 5 Comments

W końcu doczekałam się paczuchy z Eyes Lips Face - tym razem kosmetyki przyszły z USA. Zamówiłam puder  High Definition, 2 matowe sypkie cienie do powiek, rozświetlacz w sztyfcie i 3 pędzelki.

e.l.f. High Definition Powder:



Po tym kosmetyku oczekiwałam naprawdę wiele, ale...

Plusy:
- Eleganckie opakowanie - prostota wykonania.
- Jego lekkość.
- Przyjemny "puszek" w środku.
- Może i matuje, ale nie na długo.

I tyle plusów... Jest moim największym zawodem.

Minusy:
- ZAWARTOŚĆ!!!!! Tragedia, no dosłownie tragedia - puder wygląda jak zwykła skrobia ziemniaczana, jest bardzo tępy w dotyku, a po nałożeniu na skórę sprawia, że makijaż... znika. Momentalnie nałożony korektor przestaje zakrywać niedoskonałości i trzeba go nakładać od nowa. Complexion Perfection przy nim to genialny puder!
- Stosunek jakości do ceny - absolutnie za drogo (6$ w USA, 6£  w UK) jak na taki specyfik.
- Wcale nie sprawia, że skóra super wygląda w obiektywie aparatu/kamery, nie wygląda dobrze nawet w lustrze :)
- Wchodzi w każde załamanie skóry i je podkreśla.

Może i jestem uprzedzona, ale wiem, czego oczekuję po tego typu pudrach - gładkości, nie podkreślania zmarszczek i utrzymywania makijażu na miejscu. Ten puder tego nie czyni.

Waga: 0,28doz
Cena: 6$/6£
Ocena: 3/10


e.l.f. All Over Color Stick Spotlight (rozświetlający):


Ja mam akurat sztyft rozświetlający, ale z tej serii są w większości róże do policzków właśnie w formie takiego kremu. Ogółem - lubię :)

Plusy:
- Zapach! Absolutnie cudowny, pomarańczowy! Energetyzujący, dobrze nastraja na sam początek dnia.
- Opakowanie (e.l.f. ma naprawdę świetnie dopracowane opakowania) - widać ile zostało kosmetyku, łatwo go wykręcić (sztyft).
- Efekt na skórze - pięknie, subtelnie się mieni, nie daje tandetnego połysku, uszlachetnia i ożywia cerę. Idealny na letnie dni.
- Róż nałożony na niego bardzo dobrze się trzyma.
- Cena.
- Miło się go rozprowadza na skórze.

Minusy:
- Jest go naprawdę mało (to malusie opakowanie).

Więcej minusów nie pamiętam ;) Naprawdę ten produkt się udał firmie Eyes Lips Face. Polecam!

Waga: -
Cena: 1$/1,5£
Ocena: 9/10

e.l.f. Matte Eyeshadow Charcoal i Nude:






Tak szczerze nie miałam czasu ich jeszcze szczegółowo testować, ale pierwszą opinię jestem w stanie już wydać.

Plusy:
- Jak zawsze opakowanie (to już jest nudne, ale co ja na to poradzę?).
- Dołączony do każdego opakowania pędzelek (choć malutki - całkiem przydatny, brak na zdjęciach jednak).
- Nude to ładny piaskowy odcień, na skórze dłoni nie wygląda zachwycająco, ale na powiece radzi sobie już całkiem nieźle. Kupiłam go ze względu na kolor - potrzebowałam cienia do powiek w odcieniu nude i żeby był właśnie matowy. I jest, mat!
- Charcoal - jeśli stopniować kolor, to możemy otrzymać lekko przydymione spojrzenie (na suchą powiekę) po intensywną czerń (na bazie). Uniwersalny, po zmieszaniu z Duraline może robić za eyeliner (ale ja mam do tego eyeliner w żelu Inglot, o którym więcej wkrótce).
- Oba kolory są dobrze napigmentowane i nie znikają z powieki tak szybko, jak inne matowe cienie (chociaż okaże się, czy do końca mam rację).
- Stosunek ceny do jakości - nie są to cienie marzeń, ale za taką cenę są naprawdę niezłe!

Minusy:
- Na razie nie widzę, więc chyba dobrze :)


Waga: 1,5g
Cena: 3$/3£
Ocena: 8/10 


Pędzle:


Mam pędzel do rozcierania granic, do nakładania cieni (oba białe) oraz pędzel do pudru. Pędzelki z białym trzonkiem nie są rewelację, ale czego można oczekiwać po pędzlach za 1$? ;) Ważne, że są, uzupełniają moją kolekcję i przydają się przy mniej wymagających makijażach. Wypada z nich włosie i lekko rozcapierzają się, ale co tam, za taką cenę grzech było nie brać, bo lepszych w sklepie za tę cenę na pewno nie kupię.

A jeśli chodzi o pędzel do pudru - jestem wręcz oczarowana! Super puchaty, niesamowicie miękki i delikatny, nakładanie nim pudru to czysta przyjemność. Dobrze się nim nakłada np. Complexion Perfection (mój pędzel z Hakuro, który jest twardy powodował jego kruszenie się, z tym pędzlem nie mam żadnego problemu). Ma doskonały kształt i łatwo omiata się nim całą twarz, nawet w załamaniach przy nosie i kącikach oczu. Włosie dobrze się trzyma, nie rozcapierza się. Jestem bardzo zadowolona!

Białe pędzle:
Cena: 1$/szt. /1,5£/szt.
Ocena: 5/10
Pędzel do pudru:
Cena: 3$/3,5£
Ocena 10/10 (o tak!) :)

5 komentarze:

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)