Rozświetlacze

3/30/2011 Marta Gałuszka 1 Comments

Dzisiaj coś nie coś o rozświetlaczach. Nie mam ich dużo w swojej kolekcji, ale zawsze to coś.


1) Manhattan Highlighting Powder:



Wygląda trochę paskudnie (wizualnie), ale to przez zużycie. Dostałam go od znajomej, bo jej nie spasował. Ale za to ja zrobiłam sobie z niego użytek :))))


Plusy:
- Pięknie nabłyszcza, nie jest to tandetny błysk.
- Dobrze dobrane kolory (patrz swatch na samym dole postu), błyszczy na złoto (te brązowe paski - raczej dla ciepłych karnacji) i srebrno (środkowy pasek).

- Łatwość w aplikacji.
- Wydajność.
- Jakość.
- Opakowanie posiada ukrytą szufladkę z gąbeczką do nakładania rozświetlacza (aboslutnie zbędną), którą odkryłam dopiero niedawno.
- Uniwersalność - może też pełnić funkcję delikatnego brązera.


Minusy:
- Opakowanie, mało estetyczne, taki zwykły plastik. Łatwo je rozwalić.


Pojemność: 7g
Cena: ok. 25,00zł
Ocena: 9/10




2) Euphoria Perły pudrowe "Naturalne":



To akurat zakup mojej mamy, która sądziła, że są to perełki brązujące, ale jakież wielkie było jej zdziwienie, gdy zamiast brązu zobaczyła odbijające światło drobinki ;)


Plusy:
- Forma rozświetlacza - kulki, lubię.
- Miękkość i łatwość nakładania (ale raczej nie da się przesadzić).
- Kolor - fajny, ziemisty odcień, bardziej taki nude.
- W odróżnieniu od rozświetlacza Manhattan'u błyszczy srebrzyście , więc przypasuje również osobom o chłodnej karnacji.
- Wydajność.
- Dobre zabezpieczenie - plastikowe wieczko wkładane do środka pojemnika, aby zapobiec wypadaniu kulek.
- Cena.


Minusy:
- Tandetne plastikowe pudełko i beznadziejny nadruk na nim.
- Gorzej się trzymają na skórze.
- Brak informacji o pojemności na opakowaniu (choć wydaje się ich być dużo).



Pojemność: -
Cena: ok. 18,00zł
Ocena: 7/10


3) Essence The Twilight Saga Eclipse Collection Diamond Powder:



Co prawda nie jest to stricte rozświetlacz, ale ja go traktuję także w tych kategoriach.

Plusy:
- Opakowanie - dobrze zabezpieczone, w środku plastikowe wieczko, na nim gąbeczka, a w dodatku lusterko (szkoda tylko, że jest to raczej produkt do stosowania na ciało, aniżeli na twarz).
- Wydajność (jest super wydajny!)
- Błysk - pięknie się błyszczy takim delikatnym, drobno zmielonym, srebrzystym brokatem. Wygląda jak śnieg migoczący w słońcu. Albo jak wampir, w końcu to limitka z tematem przewodnim Zmierzchu ;)
- Ładnie rozświetla ciało, idealny na karnawał.
- Uniwersalność - może być również stosowany jako cień do powiek (nałożony na bazę z Duraline tworzy efekt rybiej łuski, tylko trzeba uważać przy nakładaniu, aby dokładnie wysechł zanim otworzymy oko).
- Cena.

Minusy:
- Bardzo się osypuje. I tego w nim najbardziej nie lubię. Raz go otworzę, a potem cała jestem w srebrnych drobinkach.
- Dostępność - jak to limitka, już jej nie ma.
- Gąbeczka dołączona do opakowania absolutnie zbędna.
- Bardziej gadżet niż kosmetyk. Ale warto taki gadżet mieć w kosmetyczce, na specjalne okazje :)

Pojemność: 6g
Cena: ok. 13,00zł
Ocena: 8/10



Swatche wszystkich 3 produktów na ręce:




Na dziś to tyle. Jutro postaram się w końcu dodać post z okazji otagowania mnie przez dwie świetne blogerki, ale o tym wkrótce ;)

1 komentarze:

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)

Róże do policzków - porównanie

3/29/2011 Marta Gałuszka 1 Comments

Dzisiaj notka na temat różów do policzków. Takie małe porównanie wśród specyfików, które posiadam.

Zacznę od mojego ostatniego hitu, czyli wypiekanego różu do policzków:

1) Kobo Professional Luminous Baked Colour w odcieniu 103 Rosy Brown:

Jest to kosmetyk 2w1, to znaczy oprócz akcentowania kości policzkowych może służyć także jako cień do powiek i za to ma kolejnego plusa. Natknęłam się na szafę Kobo będąc w Naturze. Zakupiłam róż i złoty pigment (o pigmentach mowa będzie w innej notce).

Tak wygląda (niestety raz niefortunnie mi upadł na ziemię i część się pokruszyła, ale reszta nadal jest ok):

Plusy:
- Kolor, zgaszony róż przełamany nienachalnymi, złotymi drobinkami (nie, nie powoduje świecenia się jak choinka).
- Pigmentacja (wręcz wymarzona!).
- To co jest minusem, może też być plusem - opakowanie nie otworzy się samo w torebce.
- Cena wymierna do jakości (choć mało wymierna do pojemności).

Minusy:
- Pojemność (ten okrąg, który możecie zobaczyć na zdjęciu to już jest spód opakowania...). Gdyby się nie pokruszył to nigdy bym nie przypuszczała, że jest go tylko tyle.
- Kruchość - naprawdę trzeba na niego uważać.
- Otwieranie jest tragiczne, osobom z długimi paznokciami i lakierem na nich stanowczo odradzam (ja już mam na nie sposób, ale utrzymanie paznokci w nienagannym stanie graniczy z cudem), ;)
- Można sobie nim zrobić krzywdę (niewprawna dłoń i nieodpowiedni pędzel spowodują raczej plamy niż delikatne rumieńce).

Pomimo, że minusów ma dużo i tak bardzo go lubię. Jest to jedyny róż, jaki do tej pory miałam, który ożywia moją cerę i ma tak świetny kolor (od dawna szukałam właśnie takiego zgaszonego różu i jak na złość nic mi nie pasowało).

Jeszcze swatch na skórze:

Pojemność: 5g (wcale tego nie widać)
Cena: 19,90zł
Ocena: 8/10


2) Rimmel Powder Blush w odcieniu 037 Smoked Oyster


Dostałam go z jakiegoś konkursu organizowanego przez Rimmel. Nie pamiętam już z jakiego. Ale do rzeczy.

Plusy:
- Pigmentacja,
- Matowy efekt,
- Wytłoczona korona (fajna wizytówka firmy),
- Wydajny,
- Cena,
- Małe, poręczne opakowanie (chociaż dizajn pozostawia wiele do życzenia) w miarę łatwe do otworzenia.

Minusy:
- Kolor - typowa cegła, ja takich nie lubię, więc nie używam - oddałam mamie, która ma ciemniejszą ode mnie karnację,
- Zbyt miękki.

Swatch:

Pojemność: 4g

Cena: ok. 12,00zł
Ocena: 6/10


3) Maybelline ExpertWear blush w odcieniu 57 Peach

Ten róż otrzymałam znowuż z organizowanej przez Maybelline akcji dla Trendsetterek. Miałam zorganizować tak zwane Home Party. Nagrodą było 12 tuszów do rzęs (do rozdania przyjaciółkom), róż, kredka do oczu, film na DVD i coś tam jeszcze.

Plusy:
- Jaśniejszy niż róż Rimmel, ale jak dla mnie to dalej cegła, tylko bardziej złota.
- Dołączony pędzelek (ani Kobo, ani Rimmel nie mają dołączonego pędzelka),
- Ładny dizajn opakowania, otwiera się bez problemów (ale bez obaw, że otworzy się samo w torebce).

Minusy:
- Kolor (ale nie mogę narzekać, przecież dostałam go gratis),
- Słaba pigmentacja (tym różem na pewno nie można zrobić sobie krzywdy w postaci plam),
- Cena.

Jak dla mnie - znowu niewypał. Ale to raczej kwestia kolorów. Nie wiem jak wyglądają inne kolory, więc mogę być nieobiektywna :)

Swatch:



Pojemność: ok. 4g
Cena: ok. 20,00zł
Ocena: 6/10



Porównawczo:

Jutro jak starczy mi czasu dodam notkę na temat rozświetlaczy :)

1 komentarze:

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)

Paletki Sleek Storm i Acid

3/12/2011 Marta Gałuszka 4 Comments

Dzisiaj mała recenzja paletek Sleek, które są osławione w Internecie. Ja zakupiłam swoje na allegro (ale ze sklepu paatal.pl) za 28,50zł sztuka. Mam 2 paletki, Storm i Acid.


Dlaczego Sleek? Naoglądałam się zdjęć i filmików w Internecie o cieniach tej firmy i w końcu postanowiłam również ich wypróbować. No przecież nie będę gorsza? :)

Moim łupem padł Storm i Acid. Dlaczego? Storm, ponieważ uwielbiam brązy wszelkiej maści, uważam, że świetnie wydobywają charakter z mojej osoby. A Acid dlatego, że czasem lubię zaszaleć kolorami, bardzo zaszaleć ;) Wielkim plusem paletek tej firmy jest opakowanie. Minimalistyczne, ale jakże funkcjonalne! Przede wszystkim duże lusterko, a dodatkowo podwójna pacynka, która naprawdę bywa czasami przydatna (np. przy topornym białym cieniu).

Storm:

12 odcieni ziemi, od jasnych ecru odcieni, przez brązy to zgniłych zieleni, granatu i czerni. Taaaak, zdecydowanie idealna paletka do makijażu dziennego.

Ze Storm'em polubiliśmy się od razu. Świetne kolory i pigmentacja, nie mam do czego się przyczepić. Każdy kolor będę w stanie do czegoś wykorzystać. Zauważyłam jednak pewną rzecz - matowe cienie są o wiele mniej napigmentowane od tych błyszczących. Błyszczące też jest łatwiej nakładać, bo są bardziej miałkie. Widać to przede wszystkim na przykładzie paletki Acid:
Jak możecie zauważyć - białego cienia praktycznie w ogóle nie widać na skórze. I tutaj jest mój największy zawód, bo jednak na bieli naprawdę mi zależało. Cóż, będę musiała zaopatrzyć się w prawdziwą biel pigmentów MAC Cosmetics...

Reszta kolorów jest bardzo zwariowana, a żółty wygląda bardziej jak żółto-limonkowy neon niż kanarkowy odcień, ale nie jest zły. W tej paletce moimi faworytami jest odcień bakłażana (1 od lewej w 1 rzędzie) i srebrno-grafitowy (przedostatni cień z 2 rzędu od lewej). Póki co raczej boję się używać tych intensywnych neonowych odcieni, ale jestem pewna, że prędzej, czy później znajdę dla nich zastosowanie :)

Cienie dobrze nakładają się na powiekę, łatwo jest je ze sobą łączyć. Błyszczące cienie są bardzo miękkie, dlatego trzeba na nie uważać (nie radzę upuścić paletki), matowe cienie bywają bardzo toporne, ale na odpowiedniej bazie (np. z Duraline), mogą wyglądać całkiem nieźle. Miło błyszczą na oku, ale nie jest to błysk tandety. Ogółem jestem zadowolona i mam chęć na więcej, a przede wszystkim na limitkę "Good Girl" i "Bad Girl", oj tak...



Cena: 28,50zł (paatal.pl)
Waga: 12x1,5g

Ogólna ocena:
Storm - 9/10
Acid - 7/10

Makijaż zmalowany za pomocą cieni z tej paletki wrzucę jutro, a może wrzucę hurtem 2 ;)

4 komentarze:

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)

Paka od Rimmela - once again

3/10/2011 Marta Gałuszka 6 Comments

Rimmel chyba naprawdę mnie lubi ;) Zostałam jedną z 20 laureatek konkursu na najtrwalszy makijaż organizowanego na funpage'u Rimmel Polska.

Zwycięski makijaż:

Dzisiaj dotarła do mnie paka. I korzystając z okazji, że dotarła również karta pamięci do aparatu będą i zdjęcia :)


Cienie Glam'eyes Trio Eye Shadow w kolorze 624 Lynx:
Jestem ciekawa tego brązowo-różowo-fioletowego odcienia, wygląda całkiem ciekawie na skórze, zobaczymy jak na oku :) Bieli używałam już z innej paletki i bardzo fajnie rozjaśnia. Ogółem cienie Rimmel do najtrwalszych nie należą, ale na bazie są całkiem ok.

Podkład Lasting Finish w odcieniu 200 Soft Beige:

Podkładu już wiem, że nie będę używać, bo ma za ciemny kolor, a ja jestem totalny bladzioch. Niemniej podkład ten znam, lubię i używam. Kiedyś zamieszczę notkę ze swoimi trikami makijażowymi, bo mam ich trochę.

Maskara The Max Bold Curves - czarna:

Tej jeszcze nie próbowałam i z chęcią to zrobię. Mam sentyment do tak wygiętej szczoteczki po The Falsies by Maybelline. Okaże się, czy jest warta zachodu ;)

Błyszczyk Vinyl Gloss odcień 610 Be Dazzled:

Błyszczyk o tym kolorze już mam i bardzo lubię, recenzja była wcześniej. Ogółem polecam :)

Kredka do oczu Soft Khol - czarna:

Kredkę też mam i lubię, mam jeszcze jej poprzednią wersję, bo rzadko używam czarnej kredki w ogóle (kiedyś namiętnie, teraz prawie wcale).


Planuję za jakiś czas zrobić give away, bo mam sporo kosmetyków. Bądźcie uważne, obserwujcie bloga, komentujcie! :)

A jutro zapraszam na recenzję paletek Sleek - Storm i Acid, które zakupiłam niedawno i jestem oczarowana!

6 komentarze:

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)