Bitwa maskar!

10/23/2011 Marta Gałuszka 18 Comments

Dzisiaj zapowiadana bitwa maskar, a ile mi to czasu zajęło! Uch, zdecydowanie się przeliczyłam :)

No, do rzeczy. 8 różnych maskar, jedne z wow, drugie z wielkim "sux!". Zapraszam  do czytania! :)



Na samym wstępie zaprezenuję moje oko saute, bez maskary - specyfika moich rzęs? Sztywne, cienkie, ciężko je podkręcić, lubią się sklejać i nie są zbyt długie, dodatkowo jak na osobę z dosyć ciemną oprawą oczu są jasne... Najgorzej jest z rzęsami w zewnętrznym kąciku oka, wiecznie proste, nic nie jestem w stanie z nimi zrobić.



Czego szukam w maskarze?
- podkreślenia rzęs,
- wydłużenia,
- lekkiego podkręcenia,
- braku brudzenia powieki (może i z powodu mojej beznadziejności jeśli chodzi o nakładanie tuszu do rzęs),
- brak kruszenia się,
- łatwość zmywania,
- nie podrażnianie oczu.

Takiej maskary chyba jeszcze nie stworzyli, ale miło, jeśli chociaż parę z tych warunków dany egzemplarz spełnia. A testowałam w swoim życiu mnóstwo maskar. Te 8 to tylko te, które aktualnie mam na wyposażeniu swojej kosmetyczki (pomyślicie sobie, że jestem nawiedzona, ale te, których nie lubię oddaję swojej mamie, która o dziwo pała do nich miłością - ciekawostka). Wszystkie maskary jakie kupuję muszą chwilę poleżeć (otwieram je, pompuję trochę powietrza i zostawiam na tydzień), w przeciwnym wypadku niemiłosiernie sklejają mi rzęsy i wcale ich nie podkreślają. Też tak macie?

1. Maybelline - the Colossal Volum' Express Mascara


Szczerze? To jeden z moich ulubionych tuszów do rzęs. Za co go lubię? Ładnie podkreśla rzęsy, nie skleja ich zbytnio, wydłuża bardzo naturalnie. Nie kruszy się aż tak (ja nie mam tendencji do tarcia oczu w ciągu dnia, jedynie jak mi się nudzi oglądając film wieczorem to wtedy sama skubię - wiem, paskudny nawyk, wiele rzęs już przez to straciłam ;)), ma całkiem poręczną szczoteczkę (początkowo bałam się jej, bo nie byłam zaznajomiona z takimi dużymi szczoteczkami - a tu takie zaskoczenie!), przyjemnie pachnie (fiołkami, jak na tusz to całkiem niezły pomysł), starcza na w miarę długi okres czasu (czasami dociągam do 2 miesięcy). Mój poprzedni egzemplarz tak wyeksplatowałam, że... ułamałam szczoteczkę tuż przy zakrętce... Uwierzcie mi, to możliwe! Chyba muszę napisać do Maybelline, żeby wykonywali testy wytrzymałości opakowania i samej szczoteczki ;) Cenę też ma nienajgorszą, zwłaszcza w promocji. Nie uczula mnie, łatwo się zmywa. Nie daje efektu WOW nawet przy 2 warstwach tuszu (więcej boję się nakładać mając przed sobą wizję pajęczych nóżek), ale dla mnie jest ok - na co dzień idealny. I co najważniejsze, jeśli niechcący zrobię sobie kleksa gdzieś na skórze, wystarczy suchy patyczek kosmetyczny i skóra jest czysta (bez używania mleczka do demakijażu).



Cena: ok. 25,00zł
Ocena: 8/10

2. Oriflame - Wonder Lash Intense Mascara



Stosowałam też jego starszą siostrę - Wonder Lash Mascara i obie bardzo lubię za szczoteczkę. Bo to, że poleżeć musi, nawet 2 tyg po otwarciu to rzecz normalna... Tutaj też początkowo nie byłam przekonana co do szczoteczki, a tak poręcznie się nią posługuje! Był moim pierwszy odkryciem w dziedzinie maskar do rzęs. I dzięki niemu uzależniłam się od efektu pogrubionych, czarnych rzęs. Wciąż - nie podkręca moich rzęs, ale za to bardzo ładnie je wydłuża, że czasami dotykają brwi (ale to muszę się naprawdę postarać). Też ma w sobie zapach, ale delikatniejszy niż Maybelline. Giętka szczoteczka pozwala dotrzeć w każdy zakamarek oka, łatwiej mi nią manewrować bo jest mniejsza. Krótkie włoski dokładnie nanoszą tusz na rzęsy, a długie idealnie je rozczesują - dobry patent Oriflame. Ogółem - lubię, chociaż może delikatnie ciężej jest mi go zmyć micelem, czy mleczkiem do demakijażu (efekt pandy).




Cena: ok. 32,90zł (w promocji około 19,90zł)
Ocena: 7/10


3. Rimmel - Volume Accelerator Mascara


Ten tusz wygrałam w konkursie Rimmel i podchodziłam do niego bardzo sceptycznie. Już wcześniej miałam do czynienia z maskarami Rimmel i nie byłam z nich zbytnio zadowolona (znowu moja mama je uwielbia i zawsze pyta mnie, czy czasem znów czegoś nie wygrałam z Rimmel ;)). Ale postanowiłam dać mu szansę i hm, jestem pod wrażeniem. Nadał moim oczom bardzo naturalnego charakteru, podkreślił rzęsy, lekko je wydłużył i podkręcił, a przy tym wcale nie skleił, jedynie delikatnie pogrubił. Szczoteczkę ma całkiem sporą, ale fajnie się nią posługuje, gdyż jest miękka. Nie ma się wrażenia tarcia nią po rzęsach (jak to ma miejsce w niektórych maskarach i czego bardzo nie lubię). Opakowanie ma bardzo futurystyczne, duże, mało poręczne, ale nie będę się przyczepiać do takich pierdół - ważne, że sam tusz robi to, co ma robić ;) Zapach przypomina mi nieco apteczne syropy - nie każdy lubi, ale ja nie zwracam na niego uwagi.



Cena: ok. 32,00zł
Ocena: 7/10


4. Maybelline - the Falsies Volum' Express Mascara



Młodsza siostra maskary Colossal. Urocze, różowe opakowanie z miłą zawartością. Szczoteczka objętościowo zbliżona jest do Colossal'a, ale różni się tym, że jest wygięta oraz spłaszczona od góry i od dołu (włoski "wyrastają" z jej boków). Pamiętam, jaka byłam początkowo nią oczarowana (chociaż też musiała swoje odleżeć ;)). Rzęsy miałam jak firanki, z lekko teatralnym (ale bez przesady) efektem. W tym momencie mam wersję wodoodporną, która nie pachnie ładnie, pachnie okropnie, ale cóż... Szczerze, wodoodporną wersję nie bardzo lubię, bo jakoś inaczej zachowuje się na moich rzęsach, ale nie mam też nic przeciwko (gorzej było z wersją tuszu z koronką na zakrętce - to dopiero był bubel!). Podkreśla rzęsy, wydłuża je, podkręca (chyba efekt zakrzywionej szczoteczki) i dociera w trudno dostępne zakamarki oczu (vide zewnętrzne kąciki). Równie łatwo, co w przypadku Colossal'a, można pozbyć się tuszu ze skóry w przypadku umazania się w nos (najczęściej), albo odbicia się tuszu pod brwiami.






Cena: ok. 29,99zł
Ocena: 8/10


5. Shiseido - Perfect Mascara


Ja posiadam miniaturkę (dostałam ją wraz z zamówieniem z Douglas Online Shop). Ale miniaturka jest bardzo ekonomiczna i choć mam ją już z eee... 2 miesiące chyba, to ciągle mogę się nią malować (ale też nie na co dzień). Podoba mi się jego szczoteczka, bardzo zwyczajna, a jaka efektowna. Polubiłam efekt, jaki można za jej pomocą osiągnąć na oczach. Tusz ten przy zaschnięciu tworzy na rzęsach tak zwane "tubki", które obklejają rzęsy i je wydłużają. Niestety, skleja rzęsy, nie podnosi ich aż nadto, ale za to wcale się nie kruszy (przynajmniej nie na moich oczach). Początkowo miałam problemy z ze zmyciem tuszu, ale opatentowałam swój własny sposób i zmywanie to była już przyjemność - absolutnie ZERO pandy! Ani przy demakijażu, ani rano - za to ogromny plus. Śmierdzi paskudnie, ale cóż - w końcu to chemia ;) On jako jedyny nie musiał leżeć zanim zaczęłam go używać - od razu radził sobie tak, jak powinien. Niestety, zauważyłam, że po tygodniu, dwóch używania zaczął mnie uczulać, dlatego też go odstawiłam. Plus mało adekwatny stosunek jakości do ceny.

 


Cena: ok. 120,00zł
Ocena: 6/10


6. Rimmel - the Max Bold Curves Mascara


Ten tusz też chyba wygrałam w konkursie - ogółem, żadnego tuszu Rimmel nigdy sama nie kupiłam. Może jestem uprzedzona, ale jakoś tak wyszło. Podobnie jak nigdy nie używałam żadnego tuszu Astor, L'Oreal ani Max Factor - jak dla mnie dużo szumu o nic ciekawego.
Ale przejdźmy do konkretów. Tusz ten ma wykrzywioną szczoteczkę, podobnie jak tusz the Falsies Maybelline, natomiast różni je przede wszystkim ich giętkość. Szczoteczka Rimmel'owego Bold Curves jest bardzo sztywna (bałam się, że można sobie nią zrobić krzywdę) i nabiera nieco za dużo tuszu. Nie pachnie zbyt pięknie, a z rzęsami radzi sobie... średnio. Lekko je skleja, nie podkręca jakoś rewelacyjnie, powinna pogrubiać - no jeśli skleja, to zdecydowanie pogrubia (a ja efektu pajęczych nóżek bardzo nie lubię). Niestety, muszę wspomagać się szpilką (tak, szpilką), żeby je rozczesać, albo raczej - rozkleić. Jak dla mnie taka sobie... Ale efekt daje w miarę naturalny, nie zaprzeczę.




Cena: ok. 22,00zł
Ocena: 5/10


7. Hean - Boom Lashes Mascara


Niestety, jeden z największych zawodów miesięcy. Tusz ten dostałam do przetestowania od firmy Hean, niestety - do moich rzęs i oczu w ogóle się nie sprawdził. Przede wszystkim ciężko się otwiera, szczoteczka jest na maksa sztywna i twarda, można sobie poharatać skórę wokół oczu, albo dzióbnąć do oka. Wiem, że maskara ma dobre recenzje, ale może to kwestia mojej budowy oka, nie polubiliśmy się niestety. Sklejała mi rzęsy, nie chciała wcale ich rozczesać. Szczoteczka jest w dziwny sposób zakrzywiona. Z obietnic producenta - owszem, pogrubia rzęsy, ale nie podnosi ich i nie wydłuża. Zdecydowanie nie radzi sobie z rzęsami w zewnętrznym kąciku oka. Plusem jest jego cena - bardzo niewygórowana.




Cena: ok. 10,99zł
Ocena: 4/10


8. Oriflame - Maxi Lash Mascara


Największy bubel ostatnich miesięcy. Pomimo, że lubię tusze do rzęs firmy Oriflame to z tym nigdy w życiu bym się nie polubiła. Nie wiem w ogóle od czego zacząć... Chyba największym nieporozumieniem jest w tym przypadku szczoteczka. Kto to widział całkiem sztywny plastik wsadzić do tuszu do rzęs? "Włoski" ni to nie nakładają w odpowiedni sposób tuszu, ni to nie rozczesują. Tak sklejonych rzęs nie miałam nigdy, a maluję się od 10 lat... Szkoda mi klawiatury i mojego pisania, żeby w jakikolwiek sposób ocenić tę maskarę. Chyba, że ja jestem tak małosprytna, że nie potrafię sobie z nią poradzić. Lepiej to przemilczę, zobaczcie same, jak zmasakrowała mi rzęsy:






Cena: ok. 32,90zł (w promocji nawet 16,90zł)
Ocena: 1/10



Mam nadzieję, że niektórym z Was pomogłam rozwiać wątpliwości związane z którymś z powyższych tuszów do rzęs. Mam nadzieję, że wkrótce będą kolejne bitwy, nie tylko tuszów do rzęs (chociaż mini bitwa podkładów też już była).

Przypominam o odwiedzinach w środę, będzie się działo!!!

18 komentarzy:

  1. Też lubię Collosal. Bardzo przydatna notka, już wiem, których produktów będę się wystrzegać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo przydatna notka :) Może spróbuj tuszu Lovely Collagen Wear?

    OdpowiedzUsuń
  3. Och ja ja nie cierpię tej Falsies od Maybellina. Dla mnie to jest to dziadostwo na kółkach. Za to Collosal jest genialny. Żadnych grudek, pięknie podkręcone, no cudo!

    OdpowiedzUsuń
  4. colossal jest super, mam wszystkie 3 siostry:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja lubię colossal z maybeline, dobra jakosc w dobrej cenie, Polecam też Masterpiece z Max Factor. Bardzo fajna mascara. Mocno podkreśla rzęsy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Collosal to jedna z moich ulubionych maskar, bardzo fajna notka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo napracowałaś się przy tej notce. Obecnie używam Shiseido, mam praktycznie identyczne odczucia, jak Ty :) Może z takim małym wyjątkiem, że u mnie troszkę się kruszy... Mnie nie uczulił. Jakość/cena w stu procentach nieadekwatne.
    Twoi zwycięzcy zdecydowanie najlepiej prezentują się na rzęsach :)
    Ze swojej strony mogę polecić L'oreal Million Lashes (mój absolutny faworyt wśród tuszy do rzęs), jestem prawie pewna, że robiłam o nim kiedyś notkę :D

    OdpowiedzUsuń
  8. @zoila, @Lissa - to się bardzo cieszę!
    @.Leejdi - czytałam recenzję tego tuszu, ja jednak lubię nieco mocniejszy efekt na rzęsach, a on chyba jednak tego nie czyni?
    @Devis - ja tak miałam z tą wersją z koronką na zakrętce - Drama coś tam, no kurde jakaś masakra była. Bo ogółem do The Falsies nic nie mam :)
    @Temptation - jakoś kurcze nie mogę się przekonać ani do L'Oreala, ani do Max Factora. Wydaje mi się, że mało adekwatny stosunek ceny do jakości... Ale może jestem w błędzie? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Żadnego poza ostatnim, wstyd, ale nie znam. I co do niego mogę się wypowiedzieć. A powiem tak - wielkie buuuuu! Beznadziejna szczoteczka. Efekt - nie bardzo. Paskudnie się zmywa.
    A post bardzo przydatny! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo przydatna notka ;) teraz tylko muszę zużyć do końca tą co mam i iść zakupić nową ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawa notka. Nie znoszę tej różowej maskary z Maybelline. Na początku byłam z niej zadowolona, a potem zaczęła mi ohydnie sklejać rzęsy, coś jak ta ostatnia z Oriflame. Farfocle powiewały z każdej rzęsy i dawała zbyt przesadzony efekt. Wolę coś delikatniejszego:)
    Ja też odkręcam tusze i dopiero stosuję po 2 tygodniach, bo wcześniej są za rzadkie i za bardzo sklejają rzęsy, dopiero z czasem trochę gęstnieją i stają się idealne:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ciekawe porównanie :) moją ulubioną maskarą jest Maybelline One by One, polecam i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. dobra notka - mamy podobną budowę rzęs - proste i cienkie - moi faworyci to Benefit Bad Gal Lash, Maybelline Volum Express Lift-up, Loreal Million lashes oraz Smashbox Full Exposure.

    OdpowiedzUsuń
  14. @white praline - maskary z wyższej półki ;) Ale może przypatrzę się Benefitowi i Smashbox'owi bliżej... :>

    @karminowe.usta - jak zaczęła wysychać, prawda? Ale ja tak mam praktycznie z każdą maskarą...

    OdpowiedzUsuń
  15. Mój patent na ten ostatni tusz z Oriflame: maluje pierwsze tą stroną z gęstymi yy nie wiem jak to nazwać ale mam nadzieje, że wiesz o co chodzi, a potem tą stroną z szerokimi, jeżeli się jakaś rzęsa sklei to używam szczoteczki z tuszu Avon super shock :) A efekt jest świetny :) Rzęsy są ślicznie podkreślone i długie :) Ale bardziej wydłuża niż pogrubia rzęsy :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Super temat, ja zawsze mam problemy z kupieniem tuszu do rzęs, jeszcze ani razu nii udało mi się wybrać dobrze, a teraz już wiem jakie powinnam jeszcze przetestować

    OdpowiedzUsuń
  17. Numer 1 to zdecydowanie mój faworyt. Choć spotkałam się z negatywnymi opiniami na jego temat uważam, że warto go zakupić. Obecnie testuję numer 3 i póki co nie narzekam, oko faktycznie wygląda naturalnie.

    OdpowiedzUsuń
  18. $ to jest jeden z moich ulubionych:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)