Pędzle, ach te pędzle...

1/11/2011 Marta Gałuszka 5 Comments

Dzisiejsza notka będzie notką informacyjną na temat pędzli do makijażu. Pamiętam jeszcze etap w swoim życiu, kiedy malowałam się pacynkami, albo wręcz palcami... Nigdy więcej! (chociaż czasem jeszcze sobie pociapię paluchami jak nie mam czasu się bawić ;) ).

Pierwsze pędzle kupowałam pojedynczo, w sieciowych drogeriach jak Rossmann, Natura, itp. Wtedy efekty, które za ich pomocą uzyskiwałam nie przekonywały mnie. Aż w końcu postanowiłam kupić sobie porządny zestaw. Inwestycja to za dużo powiedziane, bo za 10 pędzli zapłaciłam 65,00zł, ale zawsze to dobry początek. Kupiłam zestaw pędzli  Hakuro w etui z ekologicznej skóry. O jak na zdjęciu poniżej:



Przede wszystkim zależało mi na pędzlach do podkładu, różu, pudru sypkiego, korektora oraz pędzelku-kulce do rozcierania cieni. Większość pędzli jest ponoć z włosia naturalnego, ale ile w tym prawdy wie tylko producent, ja narzekać nie będę :) Ale po kolei...

Wszystkie pędzle mają wygodne rączki wykonane z leciutkiego, pomalowanego na czarno drewna. Dobrze się je trzyma. Pędzle z mojego etui nie gubią włosia, jak u niektórych właścicielek tychże pędzli, nawet po praniu, które często, a raczej bardzo często im urządzam.

Zaczynając od najmniejszego pędzelka (1 od lewej), czyli do ust. Jest równo ścięty, dosyć wiotki, ale sztywno trzyma się swojego kształtu. Nie nabiera zbyt dużo kosmetyku i można nim precyzyjnie obrysować całe usta. 

Pędzelek do eyelinera w kamieniu (2 od lewej) - włosie syntetyczne. Sztywny, ale bez przesady. Mój eyeliner jest faktycznie jak kamień i ciężko jest go nałożyć na pędzelek także raczej z niego nie korzystam (stosuję eyeliner płynny z pędzelkiem, ten w kamieniu wykorzystuję do smokey-eyes).

Pędzelek-kulka do rozcierania cieni (3 od lewej). Miał być moim faworytem a jednak się rozczarowałam... Jest wykonany ewidentnie z włosia naturalnego, ale jest zbyt wiotki! Wychodzę z założenia, że pędzelki do blendowania powinny być sztywniejsze, aby sprawniej rozprowadzać cień i tworzyć mgiełkę koloru na powiece. Stosuję go na samym początku robienia makijażu oczu, a potem wspomagam się pędzelkiem Maestro (o którym więcej później).

Ścięty pędzelek do cieni (4 od lewej). Równie wiotki jak jego poprzednik. Ciężko nim nałożyć cienie na powiekę, bo szybko z niego się osypują. Plus za kształt, można w miarę dokładnie wykonturować nim oko.

Pędzelek do nakładania cieni, tak zwana "łopatka" (5 od lewej). Ta sama przypadłość, co w pozostałych dwóch - wiotkość. Do nakładania cieni jest ok, można szybko pokryć kolorem całą powiekę. Ciężko tylko sprawić, aby cienie faktycznie trzymały się powieki, a nie osypywały na policzki :)

Pędzelek do blendowania - "miotełka" (6 od lewej). Ten to dopiero jest wiotki! Blendowanie nim to raczej udręka, jest dobry raczej do gilgotania ;)))) Ale żeby nie było, można wycieniować nim oko bez problemu, ale ja nie mam do tego cierpliwości...

Wreszcie moje ulubione!

Pędzel do korektora (7 od lewej) - włosie syntetyczne. Genialny, tak jak jego większa wersja do nakładania podkładu. Nabiera wystarczającą ilość specyfiku i dobrze się nim maskuje wszelkie niedoskonałości cery, czasem nie trzeba już w ogóle wklepywać, bo nie robi smug.

Pędzel do podkładu płynnego (8 od lewej) - również włosie syntetyczne. Mam wrażenie, że wsysa w siebie podkład, bo normalna ilość, jaką codziennie dozuję sobie na dłoń, a potem na twarz bez nakładania jej pędzlem, przy stosowaniu pędzla okazuje się zbyt mała... No, ale to jedyny jego mankament :) Rzadko tworzy smugi i bardzo łatwo nim rozprowadzić podkład na całej powierzchni twarzy, włącznie z zakamarkami. To chyba przez to, że jest bardzo plastyczny

Plus muszę dodać, że w końcu od kiedy zaczęłam używać pędzli do nakładania przysłowiowej "tapety" skończył się mój problem z wypryskami.

Kolejnym pędzlem jest pędzel ścięty do różu (przedostatni od lewej). Pomijam fakt, że strasznie się brudzi, ale przecież jest z białego, srebrzystego włosia naturalnego. Bardzo łatwo można nim wykonturować twarz, dobrze się nim nabiera brązer oraz rozświetlacz. Takim małym mankamentem jest to, że przy praniu włosie lubi się puszyć, ale w takiej sytuacji dobrze spisuje się odrobina odżywki, bądź jedwabiu do włosów.

Ostatnim pędzlem z serii Hakuro jest pędzel do pudru. Duży, mięsisty pędzel z włosia (mam nadzieję) naturalnego. Lubię go, dobrze nabiera się nim sypki puder transparentny i inne takie sypkie specyfiki. Można nim szybko omieść buzię. Jeden minus - szybko się brudzi i wymaga częstego prania (tutaj też jest potrzebna odżywka do włosów...)

Ogółem pędzle z Hakuro naprawdę nie są złe, zwłaszcza za tę cenę. Nie sądzę, żeby pędzle LancrOne, czy inne takie no name były lepsze jakościowo od nich (zwłaszcza, że często są droższe, choć jest ich więcej, ale po co komu tyle pędzli? Ja sama korzystam może z 4-5 w przypadku makijażu oka...). Bardzo łatwo się je pierze, włosie nie wypada, jak już wcześniej pisałam. Nie odkształcają się i sprawują się dobrze. Na początek przygody z makijażem zdecydowanie je polecam.


Ale nie samymi pędzlami Hakuro człowiek żyje :) W mojej kolekcji znajdzie się jeszcze parę perełek z Maestro, ale też z Sephory.

Z Maestro posiadam pędzel do blendowania nr 497, pędzel-kulkę do cieniowania nr 410 oraz pędzel do linii oczu (do eyelinera) zakrzywiony nr 790.

Z obu pierwszych pędzli jestem niezmiernie zadowolona. Wykonane są z włosia naturalnego. Mają wygodne rączki i odpowiednią długość trzonka. Zakrzywionego pędzelka do eyelinera jeszcze nie miałam okazji próbować, ale zbliża się jego wielki debiut :)

Jeśli chodzi o pędzelek do blendowania - to absolutny mój faworyt. Nie jest, jak w przypadku pędzli Hakuro wiotki, włosie ma tę specyficzną sztywność, dzięki której tak łatwo jest rozetrzeć cienie i połączyć je ze sobą bez sztucznych przejść tonalnych.

Mniejszy pędzelek - kuleczka bardzo fajnie pozwala cieniować oko, a zwłaszcza dolną powiekę (jest mały, idealnie nadaje się właśnie w tamte partie oka). Czasem też zmieniam jego przeznaczenie i to właśnie nim nakładam cienie (zwłaszcza jeśli korzystam również z płynu Duraline), drugi mój faworyt.

Mam jeszcze 2 pędzle z Sephory nr 23 do nakładania cienii oraz nr 14 do rozcierania w załamaniach powieki.



Nr 14 - sztywny, mięsisty, dobrze się nim nakłada ciemniejsze cienie w zewnętrznym kąciku i załamaniach powieki oczu oraz je rozciera.

Nr 23 jest idealny do nakładania cieni na powiekę, dobrze się nim nabiera odpowiednią ilość cienia, jestem na tak.


Z pędzlami jest tak, że jak kupisz już kilka to na nich nie poprzestaniesz. Ja nadal szukam swoich idealnych pędzli i skrycie marzę o tych od Bobbi Brown, może kiedyś... ;) Mam nadzieję, że ułatwiłam Wam ewentualny wybór pędzelków na przyszłe znoje z wizażem związane. Nie taki diabeł straszny, jak go malują!

A tu wszystkie moje pędzelki:

5 komentarzy:

  1. Fajny komplecik:)
    Mam zestaw z Hakuro i kilka pędzelków jest moimi ulubieńcami:)

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja mam jeden, do cienia :) ale maluję się od święta, więc nawet ten jeden jest rzadko używany. czasem też paluchy się sprawdzają.
    a nie! przypomniałam sobie, że mam też pędzel do pudru, którego używam też do różu. oczywiście jak się już maluję ;)
    przy tej kolekcji to trochę obciach się przyznać do 2 pędzelków :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow. A ja nie potrafię odszukać tego zestawu z HAKURO....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo już nie są dostępne od dawna...

      Usuń

Dziękuję, że zechciałaś przeczytać powyższą notkę i wypowiedzieć się na jej temat. Mój blog to nie miejsce na reklamę, proszę pamiętaj o tym :)